Polacy przeżyli przygodę życia podczas turnieju, który jest świętem nieco innej piłki: mniej fizycznej, nie tak wycyzelowanej taktycznie, bogatszej w finezję, znaczonej może nawet młodzieńczą beztroską - ale taką wynikającą z pewności siebie, a nie natury lekkoducha. Włodarski zebrał grupę chłopców, którzy odnajdują się w tej konwencji doskonale.

Trudno się dziwić, że pierwszego gola poprzedziły dwa zagrania zewnętrzną częścią stopy. Chwilę później mogło być 2:0, bo Daniel Mikołajewski przechwycił piłkę, był sam przed bramkarzem, ale uderzył kilka metrów obok bramki. Rywale wyrównali, gdy głową celnie uderzył Max Moerstedt.

Polaków to nie zraziło, wciąż parli na bramkę z pewnością i odwagą, która ich kolegom z seniorskiej reprezentacji bywa zazwyczaj obca. Nie dotknęli ich chyba jeszcze klasycy lokalnej myśli szkoleniowej. Nikt nie zdążył przekonać, że najważniejsze to gola nie stracić, a futbol nie jest radością, tylko cierpieniem, co podczas mundialu w Katarze wmawiał podopiecznym Czesław Michniewicz.

Brawurowa drużyna

Odmienność tej drużyny pokazują wyniki. Polacy w drodze do półfinału ogrywali Irlandczyków (5:1), Węgrów (5:3) oraz Serbów (3:2). Brawurowy bilans skaziła jedynie porażka z Walijczykami (0:3) w trzecim, nie mającym już wówczas dla układu tabeli żadnego znaczenia meczu grupowym.

Niewykluczone, że oglądaliśmy na Pancho Arena - ten obiekt to kaprys Viktora Orbana, 4-tysięczną perełkę w rodzinnym Felcsucie nazwał pseudonimem Ferenca Puskasa - lepszą przyszłość naszego futbolu, choć mowa dopiero o piłkarzach dojrzewających i tych wszystkich nastolatków oraz ich trenerów rozliczymy dopiero na podstawie dokonań w piłce seniorskiej, a nie medali za młodu.

Mają na pewno możliwości, o ich rozwój dbają zaś specjaliści z ekstraklasowych akademii - Lecha Poznań, Górnika Zabrze, Zagłębia Lubin, Legii Warszawa - ale nie wszystkich. Mikołajewski, który przy drugim golu podał Piotrowi Borysowi piętą, trafił niedawno z Jaguara Gdańsk do Parmy.

Prowadziliśmy 2:1, rywale wyrównali - znów po strzale głową, tym razem Parisa Brunnera. Polacy próbowali odpowiedzieć, za co ukarał ich Charles Herrmann. Zrobiło się 2:3, ale mecz trwał, prowadzenie przeciwnikom pięknym strzałem w długi róg szybko odebrał Filip Wolski. Dwa ostatnie słowa należały jednak do Niemców: strzelali Assan Ouedraogo i Robert Ramsak.

Egzamin dopiero przed nimi

Polacy już raz mierzyli się z Niemcami w półfinale mistrzostw Europy do lat siedemnastu. Przegraliśmy w 2012 roku 0:1 po golu Leona Goretzki, a z tamtej drużyny do pierwszej reprezentacji przedarli się jedynie Mariusz Stępiński oraz Karol Linetty, co jest wynikiem skromnym.

Teraz można mieć nadzieje na więcej, jeśli talentu i techniki zawodników Włodarskiego nie stłamsi ligowy minimalizm. To utalentowani chłopcy u progu kariery, ale na szukanie wśród nich nowego Roberta Lewandowskiego jeszcze zbyt wcześnie. Większość jest przecież dopiero na półmetku liceum. Piłkarski egzamin dojrzałości dopiero przed nimi.