Pierwszy tytuł króla strzelców La Liga dla polskiego piłkarza stał się w niedzielę wieczorem faktem. Zanosiło się na to od dawna. Lewandowski uciekł konkurencji jeszcze w pierwszej części rozgrywek, a potem już tylko kontrolował sytuację w wyścigu o koronę. Nie przeszkodził mu spadek formy po mundialu, zawieszenie za czerwoną kartkę i kontuzja.
Do zdobycia Trofeo Pichichi wystarczyły 23 bramki. To najsłabszy wynik w Hiszpanii od 20 lat. Cristiano Ronaldo i Leo Messi rozpieścili kibiców, śrubowali rekordy, strzelając w najlepszych czasach po 40-50 goli. Ale trzeba pamiętać, że to pierwszy sezon Lewandowskiego w nowej lidze. I docenić, że - mimo swoich problemów - zdołał zostawić rywali w tyle.
Zagrozić mógł mu w zasadzie tylko Karim Benzema. Ale napastnik Realu ze względów zdrowotnych opuścił aż 14 meczów. W niedzielę zdobył bramkę numer 19 - strzałem z rzutu karnego w spotkaniu z Athletikiem Bilbao (1:1). To był pożegnalny występ Benzemy. Po 14 latach uznał, że czas zmienić otoczenie i wszystko wskazuje, że będzie kontynuował karierę w Arabii Saudyjskiej.
Czytaj więcej
Ligę hiszpańską opuszcza kolejna gwiazda po Cristiano Ronaldo i Leo Messim – zdobywca Złotej Piłk...
Nie oznacza to jednak, że w przyszłym sezonie Lewandowski nie będzie miał z kim rywalizować. Do Madrytu może trafić m.in. Harry Kane.