Portugalczycy przylecieli do Stanów Zjednoczonych głodni zwycięstw. Za wygranym Euro 2016 nie poszły kolejne sukcesy, bo dwa triumfy w Lidze Narodów to jednak nie to samo co zdobycie mistrzostwa Europy lub świata.

Cztery lata temu w Katarze na drodze do strefy medalowej stanęło im Maroko. Cristiano Ronaldo opuszczał stadion ze łzami w oczach. Tamto niepowodzenie sprawiło, że postanowił dotrwać do kolejnego mundialu. Choć wyjechał grać do Arabii Saudyjskiej i przekroczył już czterdziestkę, dla selekcjonera Roberto Martineza wciąż jest ważną postacią.

Portugalia – Demokratyczna Republika Konga. Rodzice Diogo Joty na trybunach

Portugalscy kibice liczyli, że mobilizująco podziała na Cristiano fakt, iż kilkanaście godzin wcześniej hat tricka dla Argentyny zdobył Leo Messi (3:0 z Algierią), zrównując się w klasyfikacji wszech czasów z Miroslavem Klose (16 goli).

Ronaldo w zestawieniu strzelców jest dużo dalej (osiem bramek), ale trafiał na każdym z pięciu poprzednich mundiali. Chce przejść do historii jako ten pierwszy, który trafi też w szóstym.

Jeden rekord w środę pobił już w chwili wyjścia na boisko. W wieku 41 lat i 132 dni został najstarszym graczem z pola, który znalazł się w wyjściowej jedenastce na mistrzostwach świata.

Nic nie wskazywało, że Portugalia będzie miała takie problemy. Ledwo kibice rozsiedli się na stadionie w Houston, a już prowadziła. Była szósta minuta, gdy strzałem głową na 1:0 trafił Joao Neves. Bramkę zadedykował Diogo Jocie, który w ubiegłym roku zginął tragicznie w wypadku samochodowym.

Czwarty piłkarz z Ekstraklasy zagrał na mundialu 2026

To był wzruszający moment także dla rodziców Joty, którzy pojawili się na trybunach. Portugalczycy założyli specjalne bransoletki upamiętniające swojego kolegę. Wierzą, że przyniosą im szczęście i wreszcie znów powalczą o medale, choć po cichu każdy z nich marzył przed turniejem o tytule mistrza świata.

Czytaj więcej

Lionel Messi śrubuje rekord występów na mistrzostwach świata. I wyrównuje drugi rekord

Kiedy masz w składzie wspomnianego Nevesa i Vitinhę, czyli zwycięzców Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain, oraz Bernardo Silvę, który został właśnie nowym zawodnikiem Realu Madryt, masz prawo myśleć, że ta misja może zakończyć się powodzeniem.

Ale piłkarze z Afryki nie zamierzali być statystami i w doliczonym czasie pierwszej połowy zaskoczyli Portugalczyków. Głową trafił pozostawiony bez opieki Yoane Wissa – jeden z tych, którzy na co dzień występują w angielskiej Premier League.

Napastnik Newcastle strzelił historycznego gola dla swojej reprezentacji. Wcześniej tylko raz brała ona udział w mundialu, jeszcze jako Zair. W 1974 r. poniosła trzy porażki: 0:2 ze Szkocją, 0:9 z Jugosławią, 0:3 z Brazylią. Po ponad pół wieku dopisała nowy rozdział tej opowieści.

Zobaczyliśmy też w środę kolejnego piłkarza z polskiej Ekstraklasy. Wcześniej na mistrzostwach w Ameryce Północnej pokazali się Bośniak Samed Bazdar z Jagiellonii Białystok (28 minut z Kanadą) oraz dwaj Irakijczycy w spotkaniu z Norwegią: Amir Al-Ammari z Cracovii (90 minut i asysta) i Hussein Ali z Pogoni Szczecin (73 minuty). Tylko Alex Paulsen, bramkarz Nowej Zelandii z Lechii Gdańsk, był rezerwowym w pierwszej kolejce fazy grupowej.

Steve Kapuadi z Widzewa Łódź (poprzednio Legia Warszawa) nie miał łatwego życia, grając przeciwko portugalskim gwiazdom, ale może czuć satysfakcję. Do spółki z kolegami zatrzymał jednego z faworytów mundialu.

Portugalczycy znów zawiedli. Grali wolno i przewidywalnie. Wydawało się, że w końcówce podkręcą tempo, ale do ostatniej minuty bili głową w mur (dwóch szans nie wykorzystał także Ronaldo) i kolejna niespodzianka stała się faktem.