Czytaj więcej:
Ekstraklasa to idealna liga dla bukmacherów, ponieważ przewidzieć, co się wydarzy, potrafią nieliczni.
W zeszłym tygodniu obwieszczono narodziny wielkiej Lechii Gdańsk, a nowego szkoleniowca zespołu Piotra Nowaka nazywano niemal cudotwórcą. Lechia rozgromiła u siebie Podbeskidzie 5:0 i miała wrócić do poważnego futbolu. Łatwo zapomniano, że rywal grał całą drugą połowę – kiedy stracił wszystkie gole – w dziewiątkę, po dwóch czerwonych kartkach tuż przed przerwą.
W tej kolejce Lechia została sprowadzona na ziemię – przegrała w Kielcach aż 2:4. To prawda, że na pastwisku lub – jak kto woli – na placu gry do plażowej piłki nożnej, ale bolesnej porażki to nie usprawiedliwia.
Przepisy jasno określają, że mecz ma się toczyć na boisku równym, z trawą zieloną – naturalną lub sztuczną, ale zgodną z wymogami UEFA. W Kielcach tymczasem w niektórych miejscach było zdecydowanie więcej piasku niż czegokolwiek przypominającego trawę.
Sędzia Tomasz Musiał z Krakowa jednak nie zdecydował się na przerwanie meczu, mimo że boisko z każdą minutą zmieniało się coraz bardziej w grzęzawisko.
Lechia po tej porażce znów obsunęła się w tabeli poza czołową ósemkę. Zespół, który miał walczyć z Legią i Lechem o mistrzostwo Polski, a przynajmniej o awans do europejskich pucharów, może mieć poważny problem z awansem do grupy mistrzowskiej. Nowak jest już czwartym trenerem Lechii w tym sezonie. Ani Jerzy Brzęczek, ani Niemiec Thomas von Heesen, ani pełniący tę funkcję tymczasowo Dawid Banaczek nie potrafili z tego zlepka dużych nazwisk stworzyć drużyny zdolnej powalczyć o cokolwiek.
Rozgromione tydzień temu przez Lechię Podbeskidzie w tej kolejce podejmowało Lecha Poznań i mało kto się spodziewał, że znajdujący się w strefie spadkowej zespół odbierze punkty rozpędzonemu mistrzowi Polski. Przecież Lech – od kiedy klub objął Jan Urban – przegrał zaledwie raz: w ostatniej jesiennej kolejce w meczu przeciwko liderowi Piastowi Gliwice.
Tymczasem Podbeskidzie było zespołem znacznie od Lecha lepszym i zasłużenie strzeliło cztery gole, straciło zaledwie jednego i trzy punkty zostały w Bielsku-Białej. Trzy asysty zaliczył Adrian Mójta – zawodnik grający na lewej obronie.
Rozbita tydzień temu przez Lecha aż 5:2 Termalica Bruk-Bet Nieciecza podejmowała rozpędzoną Cracovię. Zespół z Krakowa w poprzedniej kolejce w mniej niż pół godziny rozstrzelał Górnika Zabrze. Tymczasem w Niecieczy drużyna Jacka Zielińskiego, która wciąż liczy się nawet w walce o mistrzostwo Polski, jako pierwsza straciła gola. Dopiero 14 minut przed końcem wyrównał Erik Jendrisek, ale na więcej bramek dla gości nie wystarczyło już czasu.
Nie wszystko jednak potoczyło się w tej kolejce dokładnie odwrotnie niż w poprzedniej. Spadek formy potwierdził lider z Gliwic. Kolejny – drugi już – bezbramkowy remis i przewaga Piasta nad Legią topnieje w oczach. W tej chwili to już tylko punkt.
Legia wygrała w Lubinie z Zagłębiem 2:1, ale nie był to dobry mecz zawodników Stanisława Czerczesowa. Zagłębie grało, a Legia strzelała bramki – nie bez pomocy rywali. Już w trzeciej minucie katastrofalny błąd popełnił wychowanek Legii Damian Zbozień, który pozwolił się przepchnąć Aleksandarowi Prijoviciowi i goście prowadzili 1:0.
Legii w Lubinie wyraźnie nie szło, ale wielką sztuką jest wygrywać takie spotkania. W ostatnich dziesięciu minutach zawodnicy Czerczesowa zachowali się bardzo inteligentnie. Właściwie cały ten czas spędzili w okolicach pola karnego Zagłębia, tuż przy linii bocznej. Piłka co chwila wychodziła na aut, ale goście ją przechwytywali i kierowali znów w okolice linii bocznej. Kolejny aut albo stały fragment i cała zabawa od nowa. Piłkarze Piotra Stokowca nie byli w stanie przedostać się na połowę rywala, a co dopiero mówić o zorganizowaniu akcji dającej wyrównującą bramkę.
Tabela (mecze, zwycięstwa, remisy, porażki, bramki, punkty, różnica bramek)
Legia jako jedyny zespół po dwóch kolejkach ma komplet punktów i wydaje się, że bajka o Piaście z Gliwic powoli faktycznie się kończy.
W Lubinie Legia udowodniła też zasadność tak wielu transferów zimą. Z powodu żółtych kartek w kolejnym ligowym meczu z Ruchem nie będą mogli zagrać Guilherme i zdobywca drugiego gola Michał Kucharczyk. Jeszcze w pierwszej połowie z murawy z urazem zszedł Stojan Vranjes. Gdy jednak na zmiany wchodzą Ariel Borysiuk, Kasper Hamalainen i Ondrej Duda, widać, jak szeroką kadrę ma stołeczny zespół.
>Jagiellonia Białystok – Śląsk Wrocław 2:1 (1:1)
Bramki: dla Jagiellonii – R. Grzyb (42), K. Świderski (77); dla Śląska – T. Hołota (17 – z karnego)
Żółte kartki: M. Sirok, M. Wasiluk, T. Romanczuk (Jagiellonia); K. Ostrowski, M. Pawelec, T. Hołota, K. Biliński (Śląsk)
Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów: 8100
>Piast Giwice – Pogoń Szczecin 0:0
Żółte kartki: R. Murawski (Pogoń); A. Frączczak (Pogoń)
Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 5164
>Korona Kielce – Lechia Gdańsk 4:2 (1:1)
Bramki: dla Korony – A. Cabrera (8 – z karnego, 50 – z karnego, 60), Ł. Sierpina (72). dla Lechii – G. Wojtkowiak (34), G. Kuświk (73)
Żółte kartki: B. Rymaniak (Korona); G. Wojtkowiak, Gerson. Czerwona kartka – Gerson z Lechii (48, druga żółta)
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków). Widzów: 5103
>Termalica Bruk-Bet Nieciecza – Cracovia 1:1 (0:0)
Bramki: dla Termaliki – D. Jarecki (56); dla Cracovii – E. Jendrisek (76)
Żółte kartki: D. Pleva, M. Kupczak (Termalica); H. Wołąkiewicz, F. Bejan, P. Polczak (Cracovia)
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Widzów: 4595
>Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lech Poznań 4:1 (1:0)
Bramki: dla Podbeskidzia – R. Demjan (17), M. Sokołowski (64), M. Szczepaniak (80), J. Kowalski (88); dla Lecha – D. Kownacki (62)
Żółte kartki: A. Mójta (Podbeskidzie); P. Arajuuri, D. Jevtić, Sz. Pawłowski (Lech)
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 5102
>Zagłębie Lubin – Legia Warszawa 1:2 (0:2)
Bramki: dla Zagłębia – Krzysztof Piątek (50); dla Legii – A. Prijović (2), M. Kucharczyk (38)
Żółte kartki: D. Zbozień, D. Cotra, Luis Carlos (Zagłębie); Gilherme, M. Kucharczyk (Legia)
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola). Widzów: 8858
>Mecz Górnik Zabrze – Ruch Chorzów
Bramki: 0:1 Paweł Oleksy (45+2-głową), 0:2 Kamil Mazek (80).
Żółte kartki: Paweł Widanow, Mariusz Magiera, Roman Gergel (Górnik), Michał Koj (Ruch).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów 24 563.