Korespondencja z Paryża
Były cztery sekundy do końca meczu, kiedy wokół planszy zapanował chaos. Chinka Yu Sihan rzuciła się do szaleńczego ataku, bo była przekonana, że jej drużyna przegrywa, i zadała trafienie. Ona, Jarecka, trener Bartłomiej Język, niemal wszyscy w Grand Palais uważali, że zaraz czeka nas dogrywka, bo jest przecież 31:31, ale to Chinki znalazły się o błysk szpady od medalu.
Sędziowie popełnili błąd, bo chwilę wcześniej jedno z trafień zaliczyli naszej drużynie podwójnie. - Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim i to zmieniło diametralnie przebieg meczu - przyznaje Język.