Korespondencja z Paryża
Bartłomiej Język zagrał z losem w pokera, ale wiedział, że ma w ręku niezłe karty. Klasik w turnieju indywidualnym jako jedyna z Polek awansowała do 1/8 finału, ale w rywalizacji drużyn wyszła tylko do pierwszej walki. Później zmieniła ją Jarecka, a więc trener młodość wymienił na doświadczenie. Taki był plan, choć wiedział, że reguły nie pozwalają na zmianę powrotną.
Niewykluczone, że właśnie ten manewr zapewnił Polkom awans do półfinału, skoro Jarecka w obu swoich walkach zdobyła więcej punktów niż Amerykanki. Decydujące ciosy zadała jednak Swatowska-Wenglarczyk — podobnie, jak rok temu na mistrzostwach świata w Mediolanie.
Czytaj więcej
Novak Djoković pokonał Rafaela Nadala 6:1, 6:4 i może zrobił to po raz ostatni, bo to był mecz gigantów, których dogania cień. Serb na mecie karier...
Dwie godziny później z Francuzkami Jarecka walczyła już jako ostatnia i nawet odrobiła straty, bo było 33:33, ale miała po drugiej stronie srebrną medalistką turnieju indywidualnego Aurane Mallo-Breton, którą jak na skrzydłach niósł żywiołowy doping kilku tysięcy rozkochanych w szermierce kibiców, Polkom została więc rywalizacja o trzecie miejsce z Chinkami, czyli piątą drużyną świata.
Paryż 2024. Polskie szpadzistki jak na pokazie mody
Nasze zawodniczki zeszły po schodach Grand Palais jak na pokazie mody, choć okoliczności rywalizacji pod neobarokową kopułą i tak były podniosłe. Stawką był przecież olimpijski medal, którego nasza szermierka wyczekuje od 2008 roku, gdy w Pekinie srebro zdobyli szpadziści.
Czytaj więcej
Angelika Szymańska zalała się łzami, bo jako wicemistrzyni świata zakończyła turniej olimpijski na drugiej walce. Igrzyska są raz na cztery lata i...
Ten mecz był świętem cierpliwości, jakby otoczenie skłaniało do pewnej ostrożności i rezerwy. Nie było szaleńczych ataków, dominowało wyczekiwanie na błąd. Zaczęło się dobrze, bo prowadzenie wypracowała Jarecka (2:0). Kryzys przyszedł w czwartej walce, którą Swatowska-Wenglarczyk przegrała czterema punktami (12:14), ale kiedy schodziła z planszy po siódmej, był remis (20:20).
Knapik-Miazga, która jest w tej drużynie jak woda, utrzymała wynik (25:25), więc przyszedł czas na ogień, czyli Jarecką. Temperatura podskoczyła, puls przyspieszył. Pogubili się sędziowie, którzy źle policzyli punkty. Chinka myślała, że przegrywa, więc ruszyła do ataku, choć był remis.
Trafiła cztery sekundy przed końcem i to mógł być punkt na wagę brązu, ale Jarecka — kiedy sędziowie uporali się już z problemami i skorygowali wynik — szaleńczym wypadem zdołała wyrównać. Doszło do dogrywki, w której decydujące trafienie zadała Polka.
Paryż 2024. Bogate zasoby wśród polskich szpadzistek
Szpadzistki kandydatkami do medalu, a wtedy może wręcz faworytkami rywalizacji olimpijskiej, były już w Tokio, ale tam skończyło się łzami, bo Polki przegrały z w ćwierćfinale z Estonkami, które później nieoczekiwanie sięgnęły po złoto. - To była duża lekcja: nie tylko dla zawodniczek, także dla trenerów oraz działaczy. Dziś mamy chłodniejsze głowy - mówiła „Rz” Swatowska-Wenglarczyk.
Czytaj więcej
Drużyna polskich szpadzistek jest wśród kandydatek do medalu igrzysk olimpijskich w Paryżu, bo mistrzostwo świata zobowiązuje. - Ten sukces nas zbu...
Język zaczął tasować składem i kolejnością walk, szukając rozwiązań, a rozrosły się także zasoby, więc walka o miejsce w drużynie była zacięta. Sytuację skomplikował regulamin, bo na podstawie rankingu do kadry zakwalifikowały się Knapik-Miazga oraz Klasik, a dwie pozostałe zawodniczki wybrał trener. W domu została Ewa Trzebińska, która w maju ubiegłego roku zdobyła z drużyną mistrzostwo świata.
Paryż 2024. Sukces polskich szpadzistek. Każda z nich jest inna
Tercet, który stanął do walki z Chinkami, był zestawem szpadzistek oraz osobowości różnorodnych. Każda z zawodniczek jest bowiem nieco inna — zarówno w życiu, jak i na planszy, co podczas tego turnieju udało się przekuć w atut na wagę medalu.
Czytaj więcej
Klaudia Zwolińska spojrzała na trybuny, pomyślała: „Lecimy z tym tematem” i popłynęła po olimpijskie srebro, które teraz spróbuje podzielić na tysi...
Jarecka, która kiedyś chodziła do szkoły baletowej, a teraz kończy aplikację radcowską, jest w fechtunku ofensywna. Jej przeciwieństwo to ostrożna absolwentka politechniki i właścicielka sklepu z elektroniką, czyli Knapik-Miazga. Karierę zaczynała jako praworęczna florecistka, ale problemy z układem krwionośnym sprawiły, że treningi wywoływały ból, więc nauczyła się walczyć lewą.
Swatowska-Wenglarczyk, którą na szermierkę zapisali w dzieciństwie rodzice, stanowi między nimi pomost, a nerwy musi mieć ze stali, skoro to ona najczęściej kończy w drużynie walki. Teraz skutecznie zrobiła to w ćwierćfinale. Ostatnie cięcia meczu o trzecie miejsce igrzysk należały już do Jareckiej.