Korespondencja z Paryża
25-latka stanęła na
rampie toru kajakarskiego nad Marną, aby stoczyć swoją bitwę. Musiała pokonać drogę do szczęścia złożoną
z przeszkód i 23 bramek, przy których trzeba manewrować, skręcać oraz zawracać, pokonując je z
nurtem i pod nurt.
To nie jest konkurencja, gdzie wyłącznie trening czyni mistrza, bo niezbędny jest też jakiś pierwiastek magiczny, który możemy nazwać instynktem albo — jak często mówią specjaliści od kajakarstwa i wioślarstwa — czuciem wody bądź nurtu. Mają go na pewno mistrzyni olimpijska Jessica Fox, a także Ricarda Funk, choć ona złoto straciła na jednej z ostatnich bramek. Obie w slalomie, który jedynie sprawia wrażenie konkurencji skazanej na losowość, zmonopolizowały podia największych imprez.
Czytaj więcej
Polacy w pierwszym meczu turnieju olimpijskiego dobrze odegrali rolę faworyta i pokonali Egipcjan 25:21, 25:19, 25:13. Teraz będzie już tylko trudn...
Dziś staje obok nich góralka spod Nowego Sącza, która na rwącej wodzie pod Paryżem znalazła swój Disneyland - kilkanaście kilometrów od tego prawdziwego, choć jeszcze rok temu wypaliła, że jako reprezentantka dyscypliny niszowej może po zakończeniu kariery skończyć pod mostem.
Paryż 2024. Klaudia Zwolińska i sukces, który ma wielu ojców
- Mój przejazd nie był idealny, bo slalom jest grą błędów, więc ten idealny po prostu nie istnieje - uważa Zwolińska. Zdobyła srebro, które także przed startem wzięłaby w ciemno. Fox swój limit błędów wyczerpała w półfinale i podczas decydującego przejazdu była już nie do pokonania. Funk — wręcz przeciwnie. Ona, choć była najlepsza w półfinale, w biegu o medal ominęła bramkę, co kosztowało jej 50 karnych sekund, czyli powiększenie dorobku o połowę.
Podobno za metą Polce łamał się głos, a oczy wilgotniały od łez, choć „K…, nie wierzę!” wykrzyczała bardzo wyraźnie. Kiedy trzymała już medal w dłoniach mówiła, że wydaje się jej nierealny i najchętniej podzieliłaby go na tysiąc kawałeczków, bo sukces ma wielu ojców. Tatę, który też miał swój slalom, bo podczas jej biegu pędził wzdłuż toru i mijał ochroniarzy, brata oraz cały sztab szkoleniowy.
Czytaj więcej
Iga Świątek pokonała Irinę-Camelię Begu 6:2, 7:5 i wygrała 22. z rzędu mecz na kortach Roland Garros. To było niełatwe otwarcie turnieju, który jes...
Trenerów Zwolińska ma tak naprawdę kilku: kadrowego Jakuba Chojnowskiego, osobistego Rafała Polaczyka oraz zatrudnionego przez Polski Związek Kajakowy (PZKaj) Jeana-Yvesa Chautina, a za kwestie motoryczne odpowiada Sławomir Lewalski. Sama chwaliła zwłaszcza Polaczyka — jest bratem olimpijczyka Mateusza i podobno miał od niego nawet większy talent — którego chwaliła za to, że wniósł do sztabu świeżą krew, a pracuje dniami i nocami.
Dziękowała zarówno tym, którzy jej na drodze do medalu pomogli, jak i tym, co przeszkadzali. Niewykluczone, że ci drudzy byli nawet ważniejsi, bo ociosywali jej charakter. Dziś Chojnowski przyznaje, że jego zawodniczka ma psychikę z żelaza. Presję Zwolińska chyba faktycznie traktuje jako przywilej, skoro z każdym kolejnym przejazdem na torze pod Paryżem wyglądała lepiej. - Nadzieje, które towarzyszyły mojemu startowi, mnie budowały — wyjaśnia.
Klaudia Zwolińska
Klaudia Zwolińska zdobyła pierwszy medal dla polskiego slalomu od 2000 roku
Paryż 2024. Klaudia Zwolińska będzie miała kolejne szanse
To pierwszy medal dla Polaków na igrzyskach w Paryżu, które odbywają się w setną rocznicę debiutu naszej reprezentacji olimpijskiej na najważniejszej imprezie czterolecia. Na historyczną perspektywę uwagę zwróciła także Zwolińska, która przed startem czytała jedną z książek o dziejach rodzimego olimpizmu — zapewne „Stulecie Przeszkód” Daniela Lisa — jakie sportowcom sprezentowała misja.
Może czytała do poduszki, po którą trener wracał kilkanaście kilometrów na tor, gdy zaginęła, bo na niej Klaudia najlepiej śpi i śni. Wyśniła więc medal, którego nasza reprezentacja w slalomie szukała od 2000 roku, kiedy srebro zdobyli w Sydney Krzysztof Kołomański i Michał Staniszewski, a Zwolińska ma jeszcze przecież kolejne szanse.
Czytaj więcej
Deszcz mógł rozmyć zuchwały, francuski plan uwodzenia świata, ale ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich była spektakularna i pokazała, że także w...
- Cieszę się, że kajak był pierwszy - mówi, bo to jej koronna konkurencja, a za chwilę wystartuje jeszcze w slalomie kanadyjką oraz powalczy w debiutującym na igrzyskach kayak crossie, którego urok tkwi w ekstremalności i nieprzewidywalności, bo jest niespotykaną jak dotąd w tej dyscyplinie podczas igrzysk konkurencją kontaktową.
Kajak i kanadyjkę generalnie różnią rozmiar łódki, liczba piór na wiośle (odpowiednio: dwa i jedno) oraz pozycja, bo w pierwszym się siedzi, a w drugim klęczy. - Wymagane umiejętności są jednak podobne. No i trzeba znać się na robocie, a Klaudia się zna - uważa Chojnowski. To oznacza, że na torze kajakarskim emocje dla Polaków dopiero się zaczynają. Sama Zwolińska będzie miała ich wyjątkowo dużo, bo olimpijczykiem jest także jej partner Grzegorz Hedwig.