Kibicowanie Francji jak jazda kolejką górską bez zapiętych pasów

Francuzi polecą do Kataru bronić mistrzostwa świata. Ale ich kibice pamiętają, że zwykle po wielkich sukcesach przychodziły jeszcze większe rozczarowania.

Publikacja: 09.11.2022 03:00

Karim Benzema wrócił do reprezentacji po pięcioletniej banicji

Karim Benzema wrócił do reprezentacji po pięcioletniej banicji

Foto: FRANCK FIFE/AFP

Kibicowanie reprezentacji Francji można porównać do jazdy kolejką górską bez zapiętych pasów. Od 20 lat Trójkolorowi uważani są za faworyta prawie każdego dużego turnieju, ale zdarzają się im poważne zakręty.

Francuzi byli jedną z czterech europejskich drużyn, które wzięły udział w pierwszym mundialu organizowanym w 1930 roku przez Urugwaj. Do Montevideo popłynęli razem z innymi reprezentacjami ze Starego Kontynentu statkiem, wygrali nawet mecz otwarcia z Meksykiem, ale na kolejne zwycięstwo (nad Belgią) czekali aż osiem lat – do mistrzostw, których byli gospodarzem.

Pierwszy sukces odnieśli jednak dopiero po II wojnie światowej. W 1958 roku, na turnieju w Szwecji, zajęli trzecie miejsce, pokonując RFN. Just Fontaine strzelił 13 goli i ustanowił niepobity do dziś rekord bramek na jednym mundialu. Na najlepszego gracza wybrano jednak Raymonda Kopę, piłkarza o polskich korzeniach. – Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam jemu – mówił Fontaine, też potomek imigrantów. Syn Francuza i Hiszpanki, urodzony w Maroku, w kadrze znalazł się tylko dlatego, że jego klubowy kolega ze Stade Reims Rene Bliard doznał kontuzji.

Francja na mundialach

1930 – faza grupowa
1934 – 1/8 finału
1938 – ćwierćfinał
1950 – nie awansowali
1954 – faza grupowa
1958 – 3. miejsce
1962 – nie awansowali
1966 – faza grupowa
1970 – nie awansowali
1974 – nie awansowali
1978 – faza grupowa
1982 – 4. miejsce
1986 – 3. miejsce
1990 – nie awansowali
1994 – nie awansowali
1998 – mistrzostwo
2002 – faza grupowa
2006 – 2. miejsce
2010 – faza grupowa
2014 – ćwierćfinał
2018 – mistrzostwo

Następnego medalowego pokolenia Francja dochowała się w latach 80. Michel Platini, Jean Tigana, Alain Giresse i Luis Fernandez – nazywani magicznym kwartetem – poprowadzili reprezentację do trzeciego miejsca w Meksyku (1986). Po drodze zdobyli też mistrzostwo Europy (1984). Nikt wówczas nie spodziewał się, że dla Francuzów nadchodzi dekada smutku, a wprowadzony przez nich system szkolenia młodzieży oparty na klubach, szkołach i pomocy państwa nie przełoży się na wyniki dorosłej reprezentacji. Nie pomógł nawet Platini, który nie sprawdził się w roli selekcjonera.

Brak awansu na Euro 1988 oraz mundiale we Włoszech (1990) i USA (1994) uznano za narodową katastrofę. Strach, że kolejne mistrzostwa, których mieli być gospodarzem, zakończą się wstydem, był spory. Obawy rozwiał nieco brązowy medal na angielskim Euro (1996).

Paryż w ekstazie

Organizowany przez siebie mundial (1998) Francuzi rozpoczęli od kompletu zwycięstw w fazie grupowej, potem jednak potrzebowali dogrywki, by uporać się z Paragwajem, i karnych, by pokonać Włochów. W półfinale przegrywali z Chorwatami, ale uratował ich obrońca Lilian Thuram. Finałowe zwycięstwo 3:0 nad broniącą tytułu Brazylią, odniesione dwa dni przed narodowym świętem, wprawiło więc Paryż w ekstazę. Sukces fetowało na Polach Elizejskich ponad milion ludzi.

Czytaj więcej

20 lat od ostatniego tytułu Brazylijczyków, Czas znów zatańczyć sambę?

Do tytułu poprowadził Francję nieśmiały chłopak z biednej dzielnicy Marsylii, potomek imigrantów z Algierii – Zinedine Zidane. To on był mózgiem drużyny Aime Jacqueta i jej przywódcą. I jak na lidera przystało, strzelił Brazylijczykom dwa gole.

Zizou był cichy i nieśmiały, ale gdy wychodził na murawę, kompleksy ustępowały miejsca geniuszowi. Ile znaczył dla zespołu, pokazał kolejny mundial w Korei i Japonii (2002). Bez kontuzjowanego Zidane’a Trójkolorowi przegrali w meczu otwarcia 0:1 z debiutującym Senegalem, potem zremisowali bezbramkowo z Urugwajem, a spotkania nie dokończył ukarany czerwoną kartką Thierry Henry. Zizou wrócił na mecz z Danią, ale Francuzi nie zdołali się pozbierać, przegrali 0:2 i marzenia o obronie trofeum prysły. W fazie grupowej nie zdobyli nawet bramki – w tak słabym stylu nie żegnał się wcześniej żaden mistrz.

Bez Zidane’a ani rusz

Po kolejnym nieudanym turnieju – mistrzostwach Europy w 2004 roku, w których Francuzom nie udało się obronić tytułu – kilku dawnych bohaterów (Marcel Desailly, Bixente Lizarazu) pożegnało się z reprezentacją. Z gry w kadrze zrezygnował też Zizou. Selekcjoner Raymond Domenech po fatalnym starcie eliminacji mundialu 2006 namówił go jednak na powrót, podobnie jak Thurama i Claude’a Makelele.

Francuzi zdołali się zakwalifikować, a na niemieckich boiskach Zidane znów był ważną postacią. Strzelił gola Hiszpanii w 1/8 finału, asystował przy zwycięskiej bramce w kolejnym meczu z Brazylią, wreszcie w spotkaniu z Portugalią wykorzystał rzut karny, który dał awans do finału.

W meczu o złoto otworzył wynik, znów trafiając z karnego. To, co stało się później, było najlepszym potwierdzeniem słów, które wypowiedział kiedyś jeden z jego kolegów z dzieciństwa: Zizou jest spokojny, dopóki ktoś nie wyprowadzi go z równowagi. Wtedy rwie się do bicia.

Francuzi wygrali tylko jeden z sześciu ostatnich meczów i nie awansowali do finałów Ligi Narodów

Kiedy w dogrywce Marco Materazzi obraził jego siostrę, Zidane nie wytrzymał i uderzył Włocha głową w klatkę piersiową i dostał czerwoną kartkę. Francja przegrała po konkursie jedenastek, ale rodacy zachowanie swojego gwiazdora przyjęli ze zrozumieniem.

– Jeśli spojrzycie na 14 czerwonych kartek, które dostałem w karierze, 12 z nich było wynikiem prowokacji. To nie jest usprawiedliwienie ani wymówka, ale moja pasja i temperament sprawiły, że musiałem zareagować – tłumaczył Zizou.

Awantura w Knysnie

Tak wyrozumiali dla swoich piłkarzy kibice nie byli cztery lata później, gdy doszło do kompromitacji w RPA. Zaczęło się od Nicolasa Anelki, który w przerwie przegranego meczu z Meksykiem obraził Domenecha i został wyrzucony z kadry. Reszta zawodników, solidaryzując się z kolegą, odmówiła wyjścia na trening, skłócona drużyna nie odniosła ani jednego zwycięstwa i odpadła już po fazie grupowej. To, co wydarzyło się w Knysnie, jest chyba najczarniejszą kartą w historii francuskiego futbolu.

Aby zakwalifikować się na kolejny mundial, Francuzi – prowadzeni już przez Didiera Deschampsa – potrzebowali co prawda baraży (pokonali w nich Ukrainę), ale w Brazylii dotarli do ćwierćfinału. To był pierwszy krok do normalności. Dwa lata później przed własną publicznością zostali wicemistrzami Europy, a mundial w Rosji był już ich popisem.

Katarskie mistrzostwa mają być końcem pewnej epoki. Po dziesięciu latach kadrę w inne ręce przekazać zamierza Deschamps. Coraz głośniej mówi się o tym, że jego następcą będzie Zidane, który święcił już trenerskie triumfy z Realem Madryt.

Deschamps przekonuje, że nie martwi się ostatnimi wynikami. Francuzi wygrali tylko jeden z sześciu meczów i nie awansowali do finałów Ligi Narodów. Ponieśli m.in. dwie porażki z Duńczykami, którzy będą ich grupowym rywalem na mundialu (poza tym Australia i Tunezja). Ogromny niedosyt zostawiło również zeszłoroczne Euro, na którym odpadli już w 1/8 finału, przegrywając po karnych ze Szwajcarią – decydującej jedenastki nie wykorzystał Kylian Mbappe.

To jednak w sporej mierze na młodym gwiazdorze Paris Saint-Germain opiera się nadzieja Francji na dobry występ w Katarze. I na Karimie Benzemie, nawróconym geniuszu, zdobywcy Złotej Piłki, z którym Deschamps przeprosił się w ubiegłym roku i po pięcioletniej banicji dał mu drugą szansę.

Francuzi mają swoje problemy, kontuzje wyeliminowały N’Golo Kante i Paula Pogbę. To duża strata, ale Deschamps, który ostateczną 26-osobową kadrę na mundial ogłosi w środę, nadal może wybierać z mnóstwa utalentowanych zawodników.

Francja spróbuje zdjąć ciążącą na mistrzach klątwę. Trzej poprzedni – Włosi, Hiszpanie i Niemcy – na kolejnym turnieju nie wyszli nawet z grupy.

Kibicowanie reprezentacji Francji można porównać do jazdy kolejką górską bez zapiętych pasów. Od 20 lat Trójkolorowi uważani są za faworyta prawie każdego dużego turnieju, ale zdarzają się im poważne zakręty.

Francuzi byli jedną z czterech europejskich drużyn, które wzięły udział w pierwszym mundialu organizowanym w 1930 roku przez Urugwaj. Do Montevideo popłynęli razem z innymi reprezentacjami ze Starego Kontynentu statkiem, wygrali nawet mecz otwarcia z Meksykiem, ale na kolejne zwycięstwo (nad Belgią) czekali aż osiem lat – do mistrzostw, których byli gospodarzem.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Mundial 2022
Influencer świętował na murawie po zwycięstwie Argentyny. FIFA prowadzi dochodzenie
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Mundial 2022
Messi wskrzesza przeszłość. Przed Argentyną otwiera się szansa na lepsze jutro
Mundial 2022
Hubert Kostka: Idźmy argentyńską drogą
Mundial 2022
Szymon Marciniak: Z dżungli na salony
Mundial 2022
Stefan Szczepłek o finale mundialu: Tylko w piłce takie rzeczy