To miał być dzień Charles’a Leclerca. Młodzieniec z Monako, rozpoczynający dopiero drugi startów sezon w Formule 1, ruszał swoim czerwonym Ferrari z pierwszego pola. Co prawda wystartował fatalnie i od razu spadł za zespołowego kolegę Sebastiana Vettela, później także za Valtteriego Bottasa z Mercedesa, ale błyskawicznie wrócił na czoło stawki. Rozprawił się nie tylko z liderem punktacji Bottasem, ale także z Vettelem – za którym dwa tygodnie temu musiał potulnie jechać do mety na piątej pozycji, bo zespół zabronił mu podejmowania walki. Tym razem poleceń ze strony Ferrari nie było i Leclerc po wyjściu na prowadzenie miał wyścig pod kontrolą.
Wyniki Grand Prix Bahrajnu:
Gdy do mety pozostawało tylko dziesięć okrążeń, z kokpitu jego Ferrari popłynął złowieszczy komunikat. – Coś nie tak z mocą silnika – zameldował kierowca. Pozornie bezpieczna przewaga nad broniącym tytułu Lewisem Hamiltonem zaczęła błyskawicznie topnieć. Scuderia mogła już liczyć tylko na Leclerca, bo wcześniej Vettel popełnił błąd w walce z Hamiltonem, obrócił się i po dodatkowej wizycie w alei serwisowej na wymianę uszkodzonego przedniego skrzydła nie miał już szans na podium.
Inżynier poinformował Leclerca o usterce układu hybrydowego, dającego dodatkową moc. Bezbronny kierowca Ferrari najpierw spadł za Hamiltona, chwilę później za Bottasa. Miał tuż za plecami Maksa Verstappena w Red Bullu, gdy kierownictwo wyścigu ogłosiło neutralizację. Kierowcy przez trzy ostatnie okrążenia jechali już za samochodem bezpieczeństwa, więc Leclerc przynajmniej uratował podium. Ferrari może podziękować Renault: neutralizację ogłoszono po podwójnej awarii żółto-czarnych samochodów, które zatrzymały się w niebezpiecznym miejscu na poboczu pierwszego zakrętu.
– Niestety, nie był to nasz dzień i jestem ogromnie rozczarowany, ale tak się zdarza – mówił po mecie Leclerc. – I tak mieliśmy szczęście w pechowej sytuacji. Gdyby nie samochód bezpieczeństwa, byłbym jeszcze dalej - dodał.
– Jestem pewny, że to dla niego ogromny cios – komentował Hamilton, który od razu po wyścigu pospieszył do młodszego kolegi z gratulacjami. – My mieliśmy dziś szczęście. Ferrari spisywało się niesamowicie w ten weekend.
Robert Kubica przez cały weekend podkreślał, że jego samochód mimo identycznych ustawień zachowuje się zupełnie inaczej niż maszyna zespołowego kolegi, George’a Russella. Anglik również potwierdzał, że z danych i obrazu z kamer pokładowych wynika, że oba auta prowadzą się inaczej.
– Na świeżych oponach jeszcze jakoś idzie, ale potem chodzi głównie o utrzymanie się na torze – mówił po wyścigu Polak. – Po weekendzie mamy testy i ważne jest, żeby zrozumieć, o co chodzi. Inaczej to nie ma sensu.
Kubica i Russell spędzą na torze Sakhir po pół dnia testowego, drugiego dnia Williamsem pojeździ trzeci kierowca ekipy, Nicolas Latifi. Każdy zespół aż dwa z czterech dni testowych w trakcie sezonu musi przeznaczyć dla zawodnika, który ma na koncie nie więcej niż dwa starty w Grand Prix.
Kolejna, trzecia runda sezonu odbędzie się za dwa tygodnie w Chinach. Będzie to tysięczny wyścig w historii wyścigowych mistrzostw świata.
Autor jest komentatorem telewizji Eleven Sports.