Pierwszego dnia festiwalu już po zmroku rozpoczyna się bieg, w którym liczą się nie tylko umiejętności sportowe, sokoli wzrok, zmysł taktyczny, ale i odpowiedni sprzęt. Bez latarek na niezbyt długiej (7 km), lecz wymagającej, zróżnicowanej trasie z podbiegiem w kierunku Tylicza, nawrotem i zbiegiem na krynicki deptak obejść się nie sposób.
Pokonać ją próbują wszyscy. W tym roku na starcie stanęło 150 śmiałków. Najmłodszy uczestnik miał 13 lat, najstarsza uczestniczka – 72. Wygrali bracia Wronowscy. Rafał, rocznik 1986, by dotrzeć na metę, potrzebował niecałych 25 minut. Kilkadziesiąt sekund za nim dotarł 13 lat młodszy Albert.
– Lubię biegać w nocy. Trochę kropiło, ale mnie to nie przeszkadza. Szczególnie się nie przygotowywałem, po prostu systematycznie trenuję – opowiadał zwycięzca, a jego brat nie ukrywał, że pandemia utrudniała treningi. – Startowałem tu pierwszy raz, ale za rok też przyjadę. Trasa jest bardzo ciekawa, podbieg daje w nogi – stwierdził pan Albert.
Trasę i organizację chwaliła także najszybsza z kobiet Marcelina Gaborek (czas poniżej 29 minut). – Jestem tu drugi raz, ale w nocnej siódemce debiutowałam. Mimo covidowych obostrzeń udało się zachować atmosferę festiwalu. Nie ma się do czego przyczepić – przyznała pani Marcelina.
Narty z rozbitej beczki
Od trzech lat patronem biegu jest Roman Stramka, legendarny kurier i przewodnik polskiego państwa podziemnego podczas II wojny światowej, związany przez niemal całe życie z Sądecczyzną.
Przyszedł na świat w 1916 roku we wsi Ptaszkowa koło Nowego Sącza, w rodzinie chłopsko-kolejarskiej. Był najstarszym z dziesięciorga dzieci Ludwika i Marii z domu Wysockiej. Od małego kochał sport. Pływał, grał w piłkę, jeździł na rowerze, próbował sił w lekkiej atletyce. Ale najbardziej ciągnęło go do narciarstwa. Wykazywał się godną podziwu pomysłowością. Pierwsze narty zrobił sam – z klepek rozbitej beczki. Pierwszy większy sukces przyszedł w wieku 15 lat, kiedy wygrał w Zakopanem mistrzostwa klubów sportowych Kolejowego Przysposobienia Wojskowego.
Wychowanie fizyczne było jego ulubionym przedmiotem, ukończył Gimnazjum Handlowe w Nowym Sączu oraz Instytut Handlowy w Wilnie. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej wrócił w rodzinne strony. Zatrudnił się przy budowie drogi w okolicy powstającej zapory wodnej w Rożnowie, a potem w warsztacie kolejowym.
Pomógł synowi premiera
Jesienią 1939 roku zaangażował się w działalność konspiracyjną. Gdy pojawiła się okazja dołączenia do siatki kuriersko-przerzutowej, długo się nie zastanawiał. W Nowym Sączu takich grup pomagających ludziom wydostać się z zajętego przez Niemców kraju powstawało sporo ze względu na bliskość słowackiej granicy. A młodzi sportowcy i przewodnicy górscy nadawali się do tej pracy idealnie.
W domu rodziny Stramków pomoc znalazło wielu uchodźców, próbujących się przedostać przez Słowację, Węgry, Jugosławię i Włochy do Francji, gdzie polską armię tworzył generał Władysław Sikorski, a następnie do Wielkiej Brytanii.
Roman jako kurier Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej trasę z Nowego Sącza na Węgry pokonał aż 69 razy.
Przeprowadzał wojskowych i cywilów, którym w Polsce groziła śmierć, a w drodze powrotnej zabierał emisariuszy rządu emigracyjnego. Pomógł m.in. synowi premiera RP na uchodźstwie Stanisława Mikołajczyka, dzięki czemu po wojnie uzyskał jego wstawiennictwo i uniknął więzienia.
Uciec przed śmiercią
Życiorys Stramki naznaczony jest ucieczkami i licznymi przymusowymi przeprowadzkami. Wydawano na niego wyrok śmierci. Pięciokrotnie wymykał się z rąk gestapo, zbiegł też z transportu do obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu i Mauthausen.
Działalność w Armii Krajowej sprawiła, że po wojnie stał się dla komunistycznej władzy wrogiem. W obawie przed represjami przeniósł się na Dolny Śląsk, później na Pomorze, a następnie do Zakopanego, gdzie wrócił do uprawiania sportu i został nawet wicemistrzem Polski w narciarskim maratonie. Początkowo pracował jako magazynier w ośrodku kultury fizycznej. Później szkolił młodzież – nie tylko w Zakopanem, ale również w Piątkowej czy w Rytrze. Jego podopieczni osiągali w kraju sukcesy.
Był także inicjatorem i sędzią zawodów narciarskich dla dzieci i młodzieży w Suchej Dolinie koło Piwnicznej. Nie ograniczał się jednak do narciarstwa. W Nowym Sączu był trenerem kajakarstwa i lekkiej atletyki.
Od 1949 roku inwigilowany był przez Urząd Bezpieczeństwa. W 1953 roku został zmuszony do podpisania zobowiązania do współpracy. Pod pseudonimem Przystojny dostarczać miał informacji o innych kurierach i zabezpieczeniach terenów przygranicznych. Pożytku z niego bezpieka jednak nie miała, z akt operacyjnych wynika, że „nie uzyskano od niego żadnych wartościowych materiałów", a przekazane wiadomości „ograniczały się do charakteryzowania działalności placówki budapeszteńskiej oraz działalności kurierów budapeszteńskich".
Pięć lat później skreślono go z listy agentów, ponieważ „już w okresie przed październikiem był nieszczery i niechętny do dalszej współpracy. Po październiku całkowicie unika spotkań [...] Jest wrogo ustosunkowany do PRL".
Nowy Sącz pamięta
Wolnej Polski nie doczekał. We wrześniu minęło 55 lat od jego tragicznej śmierci. Wracał z Rytra na swoim junaku, gdy na wysokości Biegonic ciężarówka zahaczyła go o bark. Zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
Odznaczono go Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Jego imieniem nazwano w Nowym Sączu stadion i jedną z ulic. Ze względu na zasługi mówiono o nim, że jest „kowbojem zielonych granic".
Na grobie Stramki na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu widnieje napis: „Prawy Polak, gorący patriota, bohaterski kurier AK, przyjaciel młodzieży, ambitny sportowiec, trener narciarski, miłośnik przyrody, wierny druh".
Od niedawna to także jeden z patronów Festiwalu Biegowego w Krynicy. Z pewnością byłby z tego dumny.
Korzystałem z tekstu Piotra Kazany „Sto lat temu urodził się Roman Stramka" opublikowanego na portalu twojsacz.pl