Zdarza się pani czasami myśleć o tym, że jest pani najlepszą w historii polską zawodniczką w skoku wzwyż?
Mam takie przebłyski. Ale czasem jeszcze to do mnie nie dociera. To jest spełnienie moich marzeń. W końcu zaczęłam skakać wysoko, liczyć się na świecie. Teraz mogę jechać na zawody i rywalizować z najlepszymi zawodniczkami jak równy z równym.
Czuje się pani światową czołówką skoku wzwyż?
Nie myślę o tym. Ale cieszę się z tego, że regularnie potwierdzam swoją wysoką dyspozycję.
W zeszłym roku zmagała się pani z kontuzją stawu skokowego. Pani trener i mąż Michał Lićwinko mówił, że teraz na szczęście nic strasznego z nogą się nie dzieje, ale po prostu boli. Oswaja się pani z myślą, że ten ból może trwać przez całą karierę i trzeba się przyzwyczaić?