Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego to kobiety stały się siłą napędową polskiej lekkoatletyki, podczas gdy męskie konkurencje techniczne przeżywają kryzys.
- Która z polskich, medalowych konkurencji po raz pierwszy od ponad dekady nie przyniosła miejsca na podium.
- Jakie wyzwania, również pozasportowe, stoją przed reprezentacją w kontekście przygotowań do igrzysk w Los Angeles.
Kiedyś polska lekkoatletyka mogła polegać na młociarzach, dyskobolach i kulomiotach. Wiadomo było, że jakiś medal z dużej imprezy dadzą radę przywieźć, bo nawet jeśli słabszy moment miałaby Anita Włodarczyk, to mogliśmy liczyć na Malwinę Kopron, Wojciecha Nowickiego lub Pawła Fajdka (młociarze), Piotra Małachowskiego w rzucie dyskiem albo Michała Haratyka do spółki z Konradem Bukowieckim w pchnięciu kulą, którzy godnie zastąpili Tomasza Majewskiego.
Teraz z tej potęgi zostało w tym sezonie bardzo niewiele. Najlepsza okazała się schodząca powoli ze sceny Włodarczyk, która w Birmingham była czwarta. Miejsce niżej zajął Fajdek, który w ostatnich miesiącach powoli wracał do wysokiej formy, ale w najważniejszym starcie sezonu nie spisał się najlepiej. Po finale głośno narzekał na koło, które organizatorzy zawzięcie szlifowali akurat w tym miejscu, gdzie on stawia stopy. Takiemu mistrzowi nie wypada nie wierzyć.
Ile medali zdobyli polscy lekkoatleci na mistrzostwach Europy w Birmingham?
Gorzej, że chociaż w eliminacjach mogliśmy wystawić aż czterech młociarzy, dzięki złotemu medalowi Nowickiego sprzed dwóch lat, to w finale znalazł się tylko Fajdek. Słabszy moment naszego najbardziej utytułowanego zawodnika oznaczał, że po raz pierwszy od 2010 r. na podium mistrzostw Europy nie znalazł się żaden polski młociarz.
Niestety, sukcesów panowie nie odnieśli też w skoku wzwyż, mimo że poziom jest dużo niższy niż wtedy, kiedy skakał Artur Partyka albo nawet Sylwester Bednarek. Włoch Gianmarco Tamberi zdobył czwarty tytuł mistrza Europy, za skok na 2,32 m. Mateusz Kołodziejski uzyskał 2,23 m. Cztery centymetry więcej dałyby mu medal i taki cel nasz skoczek podobno sobie zakładał, ale jak sam przyznał po konkursie, chociaż forma jest dobra, to brakuje mu stabilizacji.
W podobnym tonie mówił po swoim występie Bukowiecki, który był wobec siebie bardzo krytyczny. Krytyczny, tyle że wobec komentatora Eurosportu Marka Rudzińskiego był za to jedyny medalista wśród panów Jakub Szymański, który na 110 m ppł. zajął trzecią pozycję. Czas antenowy wykorzystał do tego, by odgryźć się Rudzińskiemu za słowa, które ten miał wypowiedzieć podczas igrzysk olimpijskich. Wtedy Szymański zajął w swoim biegu eliminacyjnym siódme miejsce i trudno było go chwalić za taki rezultat.
Szymański jednak i tak wyróżnił się pozytywnie na tle pozostałych polskich lekkoatletów. Za występ w Birmingham można pochwalić jeszcze Dawida Wegnera, który medal w rzucie oszczepem przegrał o centymetr. Przeżył niemal to samo, co w Rio de Janeiro Maria Andrejczyk, której wtedy do podium zabrakło ledwie dwóch centymetrów.
Teraz wicemistrzyni olimpijska z Tokio odpadła w eliminacjach i tak naprawdę nie wiadomo, co z jej przygotowaniami do igrzysk w Los Angeles. Jeszcze przed mistrzostwami Europy Andrejczyk opowiadała, że nie ma stypendium i straciła praktycznie wszystkich sponsorów, a jedyne wsparcie dostaje od miasta Suwałki. W tej sytuacji trudno o spokojną głowę i dobre wyniki.
Radość z biegania odzyskała za to Ewa Swoboda i widać to podczas zawodów. Polka w tym sezonie biegała coraz szybciej i najlepszą formę zachowała na występ w Birmingham. Najlepsza polska sprinterka już w tym sezonie łamała barierę 11 sekund, a to oznaczało, że w mistrzostwach Europy może być dobrze.
Jeszcze przed wylotem do Wielkiej Brytanii została tradycyjnie mistrzynią Polski, a w Birmingham potwierdziła świetną formę. Złoty medal przegrała minimalnie, ale potem zrobiła coś jeszcze bardziej spektakularnego. Biegła na ostatniej zmianie sztafety 4x100 m i zdołała wywalczyć brąz (panowie nie zaliczyli tak dobrego startu, ale piąte miejsce trzeba szanować).
W składzie sztafety, oprócz Swobody, były jeszcze Kryscina Cimanouska, Magdalena Stefanowicz i Pia Skrzyszowska. Ta ostatnia z Birmingham wróci z dwoma medalami, tak jak Swoboda. Ona też była bliska złota na dystansie 100 m ppł., ale rywalka na finiszu wysunęła do przodu rękę i właśnie te kilkanaście milimetrów zadecydowało o tytule dla Holenderki Nadine Visser.
Polska lekkoatletyka. Następców starych mistrzów nie widać
Kibice mogą być też spokojni o występy pań na dystansie 400 m, bo Natalia Bukowiecka wróciła do wysokiej formy. Przez pierwszą część sezonu biegała z lekkim bólem, ale kiedy tę dolegliwość zwalczyła, jej wyniki poszybowały. Polka z Birmingham przywiezie srebro indywidualnie. Może byłyby dwa polskie medale w tej konkurencji, ale utalentowana Anastazja Kuś biegała niemal w tym samym czasie na mistrzostwach świata do lat 23 w Eugene.
Czytaj więcej
Takiej imprezy w Polsce jeszcze nie było. W czerwcu 2028 r. Chorzów zorganizuje lekkoatletyczne mistrzostwa Europy na otwartym stadionie.
Do dorobku reprezentantek Polski trzeba jeszcze dorzucić srebro Marii Żodzik w skoku wzwyż i medal tego samego koloru Katarzyny Zdziebło w chodzie na dystansie maratonu.
Z jednej strony trzeba się cieszyć, bo przed mistrzostwami taką liczbę medali przyjęlibyśmy z zadowoleniem, ale z drugiej strony warto zauważyć, że w kilku konkurencjach nie widać następców starych mistrzów i mistrzyń. Jeśli takie problemy, o jakich mówiła Andrejczyk, dotkną większą liczbę zawodników, to nie wiadomo, jak będzie w Los Angeles, podczas olimpijskiej rywalizacji. Wprawdzie wielu reprezentantów Polski było w Birmingham blisko podium, zajęło punktowane miejsca, ale tak naprawdę ważni są medaliści. Za dwa lata, na igrzyskach, do Europy dołączą jeszcze zawodnicy z USA, Afryki czy Azji, więc nawet sam awans do finału może się w takiej sytuacji okazać sukcesem.