Na mistrzostwach Europy w Birmingham było lepiej niż przed dwoma laty w Rzymie, ale gorzej niż cztery lata temu w Monachium. Jaką ocenę by pan wystawił, skoro zbliża się rok szkolny?

Taki występ jak cztery lata temu w Monachium nie będzie nam się zdarzał za każdym razem. Wtedy większość kadry stanowiły osoby z innego pokolenia. Teraz musimy bazować na ludziach, którzy na ostatnich mistrzostwach świata zdobyli jeden medal, a na poprzednich mistrzostwach Europy tylko sześć. Po doskonałym występie na igrzyskach olimpijskich w Tokio nastąpiła trudna zmiana warty. Podsumowując, mogę dać czwórkę z dwoma minusami. Trójka byłaby krzywdząca, bo statystycy spodziewali się sześciu medali, a skończyliśmy z ośmioma. Nie wszyscy nasi faworyci stanęli na podium, ale trudno ich obwiniać, bo byli dobrze przygotowani.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. Polska silna kobietami

Kogo ma pan na myśli?

Mówię o Pawle Fajdku, który był typowany nawet do złota, bo rzucał w tym sezonie ponad 82 metry, ale okazało się, że trzeba było posłać młot nawet dwa metry dalej. W konkurencjach rzutowych, gdzie między czołówką bywają różnice „na zapałki”, można skończyć na podium albo na piątym miejscu.

Dobrze o tym wie Dawid Wegner, który medal przegrał o centymetr.

To prawda: żadnego kredytu, jeśli chodzi o szczęście, nie zaciągnęliśmy. W oszczepie przegraliśmy medal najmniejszą możliwą różnicą, a mistrzostwo w biegu na 100 m przez płotki uciekło Pii Skrzyszowskiej o 11 milimetrów. Z tym złotym medalem bylibyśmy w klasyfikacji kilka oczek wyżej. Warto podkreślić jednak, że mamy młodych medalistów. Teraz trzeba się nimi dobrze zaopiekować i sprawić, żeby ich kariery rozwijały się płynnie i spokojnie. To może długoterminowo dać nam nie tylko medal na igrzyskach w Los Angeles, ale także na kolejnych imprezach. Musimy patrzeć na lekkoatletykę jako projekt długofalowy. Niestety obecnie wychodzimy z poziomu załamania po odejściu starych mistrzów.

Marek Plawgo: W sprintach dogoniliśmy europejską czołówkę

Co ciekawe, większość medali przyniosła nam bieżnia.

To jest zaskakujące, bo wcześniej statystyka pokazywała, że w naszej części Europy sprinterów nie wychowamy. Były czasy, kiedy opieraliśmy się na rzutach i to była nasza duma narodowa, która dawała nawet po dwa medale na wielkiej imprezie. Teraz trochę się to załamało.

Dlaczego?

W tych konkurencjach dłużej trwa rozwijanie talentu, a poza tym trochę nam ubyło trenerów, którzy poodchodzili na emeryturę i teraz brakuje młodych szkoleniowców. W Polskim Związku Lekkiej Atletyki dalej uważamy, że rzuty mogą być „medalodajne”, ale trzeba to dobrze zaplanować. Wracając do bieżni, to w pewnym momencie ktoś na portalu X napisał żartobliwie, że medale zdobywamy tylko biegając na prostej, a nie na wirażach. Natalia Bukowiecka pokazała, że i po zakrętach umiemy biegać. Udało nam się w sprintach dogonić czołówkę europejską.

Czytaj więcej

Medalistka igrzysk: Jesteśmy traktowane jak histeryczki, panom wybacza się więcej

Na igrzyskach olimpijskich o medale będzie trudniej.

Trudniej, ale nie jest to niemożliwe. U Natalii Bukowieckiej sprawdziany przed mistrzostwami Europy pokazywały, że była bardzo blisko życiowej formy, której nie udało się jednak pokazać przez warunki pogodowe. Wiemy, że biegając poniżej 49 sekund, jest się już w okolicach medalu na igrzyskach. Także Pia Skrzyszowska biegała już w karierze blisko 12,4, co jest wynikiem niezbędnym, żeby w Los Angeles stanąć na podium. Trudniej natomiast będą mieli Ewa Swoboda i Jakub Szymański. W ich konkurencjach trzeba znacznie poprawić rekordy Polski, by zamienić medal europejski na olimpijski.

Z mężczyzn tylko Szymański zdobył medal w Birmingham. Dlaczego tak się dzieje?

Śmieję się, że mamy reprezentację dżentelmenów, którzy pozwalają błyszczeć kobietom. A poważniej, sam chciałbym ten mechanizm zrozumieć, bo on się powtarza od jakiegoś czasu. Liczę na to, że mamy w tym pokoleniu panów, którzy będą chcieli pokazać swoją siłę i te proporcje wyrównać. Gianmarco Tamberi udowodnił, że wygrywa nie tylko ten, kto jest lepiej przygotowany, ale ten, kto jest bardziej zdeterminowany. Na konkurs w Birmingham wyszedł z podpisem „Guess who’s back”. W tym sezonie skakał ledwie 2,23 m i miał problemy zdrowotne, a wiedział, że do medalu będzie potrzebował skoku na wysokość 2,30 m albo nawet wyżej. I dokonał tego. Z Polaków kimś takim jest Szymański, który wychodzi na start, wiedząc, że chce wygrywać.

Kto z lekkoatletów może powalczyć o medale na igrzyskach w Los Angeles?

Kiedyś mogliśmy liczyć na męską sztafetę 4x400 metrów.

Pobiegli dobrze, ich wynik nieraz potrafił dać medal, ale muszą uważać na taktykę. Nie biegając w czołówce od pierwszych zmian, pałeczkę przekazuje się w chaosie i czasami na czwartym, a nawet piątym torze, dokładając tym drogi. Taktyka jest więc ważna przy wyrównanym poziomie. Przy zmianach blisko krawężnika mogliby mieć czas poniżej trzech minut, czyli blisko medalu na mistrzostwach Europy. To wciąż jednak za mało na walkę na igrzyskach. Z mężczyzn wierzymy jeszcze w Pawła Fajdka – on z takimi rzutami jak w tym roku może myśleć o medalu w Los Angeles.

Kogo jeszcze by pan wskazał?

Na pewno w pełni zdrowia i w formie kandydatką do medalu będzie Ada Sułek-Schubert. Po trudnym sezonie udało się ustabilizować współpracę z nowym trenerem i są pierwsze efekty, choć jeszcze za krótko razem pracują, żeby zdobyła medal. Mamy nadzieję na sukces w sztafecie mieszanej. Są panowie: Kajetan Duszyński i Maksymilian Szwed, a do tego nasze znakomite biegaczki Natalia Bukowiecka i coraz lepsza, bardzo młoda Anastazja Kuś. Taka czwórka za dwa lata może stanąć na podium. Wierzymy też w powrót Huberta Trościanki. Dochodzi do zdrowia po fatalnej kontuzji ścięgna Achillesa z początku roku. To przecież rekordzista świata juniorów w dziesięcioboju.

Czytaj więcej

Polska gospodarzem lekkoatletycznych mistrzostw Europy. Tuż przed igrzyskami olimpijskimi

Równolegle trwały MŚ do lat 20 w Eugene. Wśród młodych są kandydaci na występ w Los Angeles?

Mamy zdolnego dyskobola Jakuba Rodziaka, a w pchnięciu kulą Kingę Jackowską. Oszczepnik Roch Krukowski może być naszym „cudownym dzieckiem”. Od małego jest wychowywany na rzutni, bo ojciec jest trenerem, a starszy brat Marcin to reprezentant Polski. Jeździł z nimi na zgrupowania i na początku dla zabawy, ale też nauki czucia, rzucał słomkami, źdźbłami trawy. Za chwilę może być najlepszym oszczepnikiem w rodzinie. To przypadek trochę podobny do Armanda Duplantisa, który też skakał jako dziecko przy domu, bo jego ojciec był tyczkarzem. Może forma Rocha podobnie wybuchnie. Na Anastazję Kuś trzeba chuchać i dmuchać, i uważać z treningami. W wieku juniorskim można łatwo przesunąć wiek biologiczny, przez ciężki trening. Młody organizm to wytrzyma, będą wyniki, ale kariera będzie krótka. Wiemy, że w przypadku Anastazji trening jest zachowawczy. Ta dziewczyna ma wielki talent, więc trzeba zabezpieczyć jej przyszłość, bo może walczyć o medale czy to w sztafecie, czy indywidualnie. Ona ma potencjał wykraczający poza sport. Będzie barwną postacią, wychodzi poza sportową bańkę, przebija się do lifestyle'u. Trochę takiego paliwa potrzebujemy, żeby promować lekkoatletykę.

W przygotowaniach trzeba spokoju i pieniędzy. Maria Andrejczyk mówiła, że straciła sponsorów.

Szkoda mi Marii Andrejczyk, ale PZLA ma jasne wytyczne, określone w ustawie i rozporządzeniach. Stypendia, w różnej wysokości, dostają zawodnicy, którzy zajęli miejsca od pierwszego do ósmego. Z kolei sponsorzy wymagają powtarzalności wyników i tego, żeby zawodnik był widoczny. Maria ma barwną, ale pechową karierę i trudno u niej o stabilizację przez kontuzje. W rzucie oszczepem kobiet co roku następuje przetasowanie. Tam sprzęt jest lekki, dynamiczny, rzuty są szarpane, a to powoduje dużo kontuzji. Maria ma patent na igrzyska olimpijskie i może po raz kolejny wyciągnie jokera. Nawet w słabszej formie, nie na poziomie rekordu życiowego, ale średnich wyników, ma szanse na medal. Nie jesteśmy potęgą, żeby skreślać takich zawodników. Zawsze dajemy sobie zastrzeżenie, że możemy zrobić odstępstwa od reguł kwalifikacji. Mistrzowie nie chcą jednak jeździć na wycieczki, ale po wyniki. Wiem, że Maria mówiła o problemie pieniędzy nie tylko w swoim imieniu, ale zasady kwalifikacji musimy zaostrzać, żeby rozsądnie wydawać środki publiczne.