27-latek 22 kwietnia ubiegłego roku wystartował z Przylądka Igielnego (Republika Południowej Afryki), czyli najbardziej wysuniętego na południe fragmentu kontynentu. Misję zakończył 7 kwietnia, docierając do Przylądka Białego (Tunezja). - Było nieźle, jestem trochę zmęczony — powiedział reporterowi Sky News, który pokonał z nim ostatnie kilometry trasy.
Cook w ciągu roku przebiegł dystans odpowiadający 376 maratonom, przekraczając granice 16 krajów: Tunezji, Algierii, Mauretanii, Senegalu, Gwinei, Wybrzeża Kości Słoniowej, Ghany, Togo, Beninu, Nigerii, Kamerunu, Konga, Demokratycznej Republiki Konga, Angoli, Namibii oraz Republiki Południowej Afryki. Sukces świętował kieliszkiem truskawkowego daiquiri.
Kim jest Russ Cook i dlaczego przebiegł w rok całą Afrykę
Brytyjczyk w ciągu roku zebrał ponad 700 tys. funtów na cele organizacji charytatywnych: Running Charity, która opiekuje się młodymi ludźmi doświadczającymi kryzysu bezdomności — zwłaszcza w zakresie ich zdrowia psychicznego — oraz budującej solidarność i świadomość problemów rdzennej ludności Sahary Zachodniej fundacji Sandblast.
Czytaj więcej
Mer Paryża Anna Hidalgo nie chce Rosjan i Białorusinów w swoim mieście podczas igrzysk olimpijskich. - Chyba czas pomyśleć o zmianie gospodarza - o...
27-latek już po wyruszeniu w trasę dzielił się swoimi zdjęciami z 2016 roku, na których widać rudego chłopaka w towarzystwie kolegów z piwem w dłoni. „Miałem problemy, żeby dotrzeć do wanny, a co dopiero przebiec maraton. Co za gość. Nikt inny - poza tobą - nie może decydować o twoich ograniczeniach” - pisał na Twitterze.
Cook wyjaśniał, że chce „zrobić jakąś różnicę” oraz spojrzeć z dystansu na swoje życie i je zmienić, bo miał w przeszłości problemy ze zdrowiem psychicznym oraz hazardem i alkoholizmem. Minął rok i został pierwszym człowiekiem, który przebiegł Afrykę. - Przez 352 dni nie widziałem rodziny ani dziewczyny, a moje ciało cierpiało - mówił.
Rabunek, napad z maczetami i kamica. Jak Russ Cook przebiegł Afrykę
Cook biegł przez góry, miasta, lasy oraz pustynie. Pierwsze poważne trudności pojawiły się po 64 dniach, gdy dwóch uzbrojonych Angolczyków zabrało Brytyjczykowi i towarzyszącemu mu Stanowi Gaskellowi aparaty fotograficzne, telefony, paszporty oraz gotówkę. Ofiarą kolejnej napaści mógł paść w Kongu, ale przed napastnikami uzbrojonymi w maczety uciekł do dżungli.
W połowie dystansu trafił do lekarza, który - z racji wyczerpania - zalecił mu, aby ograniczył dzienną liczbę pokonywanych kilometrów. Miał zatrucie pokarmowe i kamicę nerkową. Mówił, że „czuje się jak zombie”. Jego wyprawę mógł też zatrzymać brak wizy ale ostatecznie pokonał granicę dzielącą Algierię i Mauretanię - prawdopodobnie dlatego, że nagłośnił sprawę na Twitterze.
Czytaj więcej
Sport akademicki staje się naprawdę ważny. Uczelnie widzą, że nie tylko pomaga on rozwijać człowieka, ale jest także doskonałą ścieżką do promocji...
- To było największe wyzwanie mojego życia, a w każdym kraju spotykaliśmy niesamowitych ludzi, którzy witali nas miłością i życzliwością - mówi dziś Cook na łamach „Guardiana”, zapowiadając kolejne wyzwania. Wyprawa przez Afrykę nie była jego pierwszą, bo kiedyś przebiegł w 66 dni trasę ze Stambułu do Londynu oraz spędził tydzień w trumnie pochowany żywcem.