Park Olimpijski przez ponad tydzień tętnił życiem jeszcze mocniej niż zazwyczaj, bo o medale walczyli tu także triatloniści i gimnastycy, a zawodom towarzyszyły atrakcje dla kibiców.
Rywalizację w siatkówce plażowej i wspinaczce organizatorzy wpisali w neoklasycystyczny krajobraz Koenigsplatz, maratończycy oraz kolarze mijali metę w ścisłym centrum miasta. To były wydarzenia jakby wyjęte z marzeń prezesa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomasa Bacha – wpisane w przestrzeń miejską, zamieniające kibica w niemal współuczestnika. Z ich organizacją MKOl nie miał jednak nic wspólnego.
Czytaj więcej
Pia Skrzyszowska każdym kolejnym płotkiem uciekała rywalkom i z czasem 12.53 została mistrzynią E...
Walkę o medale podjęli w stolicy Bawarii czołowi sportowcy, co różni tę imprezę od konkurencyjnych Igrzysk Europejskich, organizowanych do tej pory przez autokratów z Azerbejdżanu (Baku 2015) i Białorusi (Mińsk 2019). Te igrzyska to dziecko Europejskiego Komitetu Olimpijskiego (kontynentalna wersja MKOl). Teraz ich prestiż – przy pomocy rządowych pieniędzy oraz wsparciu TVP – chce ratować Polska (Kraków - Małopolska 2023), ale sukces Monachium powtórzyć będzie trudno.
– Wszystko udało się nam fenomenalnie. Już w czwartek, cztery dni przed końcem imprezy, sprzedaliśmy milion biletów – mówi dyrektorka Parku Olimpijskiego Marion Schoene. – To niesamowite, jak mistrzostwa zostały przyjęte przez mieszkańców. Pozytywna atmosfera zapanowała w całym mięście–dodaje mer Monachium Dieter Reiter.