Rz: Na rozpoczynających się dziś lekkoatletycznych mistrzostwach Europy wystąpi Julia Stiepanowa, która ujawniła skandal dopingowy w rosyjskiej federacji i dziś musi trenować w ukryciu w USA. Jak w Ameryce traktuje się ludzi, którzy ujawniają nieprawidłowości w swoim środowisku?
Wojciech Rogowski: Wszędzie zachowania społeczne są podobne, amerykańskie firmy i instytucje także próbują zamiatać pod dywan skandale i uciszać niewygodnych pracowników. Tyle że w Stanach pracownicy, którzy mają odwagę głośno mówić o nieprawidłowościach w swoim środowisku, podlegają ochronie prawnej, która ma uniemożliwić ich szykanowanie.
Dlaczego takich pracowników się chroni?
Państwo zachęca ich do takiej obywatelskiej postawy, bo wczesne ujawnienie przestępstwa minimalizuje straty społeczne. Dlatego w amerykańskim prawie świadek- -uczestnik procederu przestępczego odgrywa bardzo ważną rolę w procesie. Toteż w krajach anglosaskich prawo nakazuje firmom posiadanie „gorącej linii" i infrastruktury etycznej, która umożliwia pracownikom ujawnianie nieprawidłowości w taki sposób, by zagwarantować im nienaruszalność. Powstało nawet pojęcie opisujące takie zachowanie: whistleblowing (ang. dmuchać w gwizdek).
Od jak dawna w USA chroni się whistleblowerów?
Przynajmniej od kilku dekad. Ale wzmożenie tej ochrony nastąpiło na początku XXI wieku po kryzysie wynikłym z długo nieujawnianych malwersacji w wielkiej firmie Enron. Wtedy pracująca tam kobieta, która próbowała poinformować o nieprawidłowościach ludzi wewnątrz firmy, nie miała dość odwagi, by pójść z tym np. na policję, przez co firma upadła, a tysiące ludzi poniosło olbrzymie straty. W następstwie tego Amerykanie wprowadzili jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy, a po kryzysie giełdowym rząd poszedł jeszcze dalej, bo ustanowił nawet specjalny fundusz do nagradzania whistleblowerów.
Nikt nie nadużywa tego prawa? Przecież na policję można pójść z wydumanym oskarżeniem, bo np. nie lubi się pracodawcy...
Przepisy z jednej strony zachęcają do prospołecznych zachowań, a z drugiej są bardzo srogie, jeśli chodzi o nadużywanie tego zaufania. Co więcej, za krzywoprzysięstwo lub pomawianie, wykorzystując formułę whistleblowingu, ponosi się jeszcze sroższą karę. Dlatego też powstały specjalne kancelarie, instytucje prawne i fundacje, z którymi swoją sprawę można skonsultować przed zgłoszeniem się na policję. Sprawdzają one zgromadzone dowody i analizują sytuację prawną pracownika. Gra idzie o wielkie pieniądze, bo w gałęziach gospodarki o dużym znaczeniu społecznym nagrody dla whistleblowerów sięgają milionów dolarów.