Z jednej strony dwukrotny mistrz olimpijski w biegu na 1500 m z Moskwy (1980) i Los Angeles (1984), z drugiej wybitny tyczkarz, który z zimną kalkulacją poprawiał przez lata po centymetrze rekord świata. Dwaj mistrzowie lekkiej atletyki, którzy startowali w czasach dynamicznych, niekiedy pięknych, ale też zakłamanych i pełnych kontrowersji.
Stają przed wyzwaniem, które słusznie określane jest jako największy kryzys tej dyscypliny od czasu, gdy napompowany sterydami Ben Johnson przebiegł linię mety olimpijskiego biegu na 100 m w Seulu (1988). Lekka atletyka ma problemy, może niektórych do końca nie znamy, ale mało kto zaprzeczy, że do pięknej dyscypliny już mocno przykleiła się etykieta, jaką kolarstwu nadał Lance Armstrong, ciężarom gromady siłaczy, a biegom narciarskim astmatycy.