Na tę decyzję z niecierpliwością czekali nie tylko kibice w Wisconsin, ale w całych Stanach Zjednoczonych. Giannis Antetokounmpo miał czas na podjęcie decyzji do 21 grudnia (dzień później startuje sezon NBA). Jeśli nie przedłużyłby umowy z obecnym klubem, to za kilka miesięcy trafiłby na rynek wolnych agentów i każda drużyna mogłaby mu złożyć ofertę. Chętnych na zatrudnienie jednego z największych gwiazdorów NBA na pewno by nie zabrakło. Mówiło się m.in. o planach New York Knicks, którzy od kilku lat próbują wrócić do dawnej świetności.
Antetokounmpo przeciął te spekulacje, ogłaszając w mediach społecznościowych „To jest mój dom, to jest moje miasto”. Ostatnie dwa sezony były dla niego bardzo udane. Został dwukrotnie wybrany MVP, a ostatnio także najlepszym obrońcą. Przed nim tylko dwóch koszykarzy zdobyło w jednym roku te nagrody: Michael Jordan i Hakeem Olajuwon. Z Antetokounmpo w składzie Bucks z jednej ze słabszych drużyn Konferencji Wschodniej stali się kandydatami do mistrzostwa, chociaż do finału NBA jeszcze nie awansowali. W 2019 roku przegrali w finale Wschodu z Toronto Raptors, a ostatnio w półfinale lepsi od nich okazali się Miami Heat.
Antetokounmpo ma jeszcze czas na założenie mistrzowskiego pierścienia. Grę w NBA zaczął w wieku 18 lat, teraz ma 26 i cały czas się rozwija, zdobywa coraz więcej punktów (ostatnio średnio 29,5) oraz ma coraz więcej zbiórek (13,6). Pracuje też dla kolegów - średnio 5,6 asysty na mecz. Od czasów Wilta Chamberlaina nie było koszykarza, który notowałby takie osiągnięcia w trzech najważniejszych kategoriach.