W ostatnich minutach meczu Tal Dunne płakał. Dla niego ten mecz znaczył jeszcze więcej niż dla kolegów, którzy dziś grają w Ironi Ness Ziona, a za kilka tygodni mogą się przenieść do innego klubu. On z tą drużyną od dziesięciu lat na przemian spadał i awansował do izraelskiej ekstraklasy, a teraz osiągnął życiowy sukces.
W dodatku grał z opatrunkiem na ręce, a na początku spotkania w jednym ze starć doznał urazu głowy. Nic dziwnego, że koledzy i działacze po końcowej syrenie rzucili się na niego. W hali rozpoczęło się święto. Tańczyli koszykarze na parkiecie i kibice na trybunach. W tym samym czasie zawodnicy Stali ze spuszczonymi głowami czekali na odbiór pamiątkowych medali.