Jeremy Sochan: Polskie barwy to największy honor

- Nie możemy się bać ani myśleć o tym, że będzie ciężko, a szanse są niewielkie. Awansujemy – mówi przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich Jeremy Sochan, reprezentant Polski i koszykarz NBA.

Publikacja: 03.07.2024 04:30

Jeremy Sochan: Polskie barwy to największy honor

Foto: Jarek Praszkiewicz/pap

Jak się pan czuje, wracając do reprezentacji po trzech latach przerwy?

Fajnie jest wrócić. Koledzy mnie pamiętali i choć kilka nowych twarzy jest, to czuć w zespole dobrą chemię. Minęły trzy lata, a mam wrażenie, jakby to było dziesięć. Pamiętam mój pierwszy mecz w seniorskiej reprezentacji. Przeżyłem pewien szok, bo nie byłem przecież wtedy w NBA ani nawet w college’u. Teraz jest naprawdę dobrze. Jest w drużynie pozytywna energia.

Koledzy pana pamiętali, a pan ich?

Kojarzę i pamiętam niemal wszystkie twarze oraz nazwiska, choć niektóre są trudne w wymowie. Zapadło mi to pierwsze zgrupowanie w pamięci, bo do dziś mam w głowie wspomnienie, kiedy patrzyłem na kolegów i mówiłem sobie, że też chciałbym kiedyś grać w Europie oraz być na topie.

Czytaj więcej

Jeremy Sochan pomoże reprezentacji i zagra w Polsce. Zabierze nawet kucharza

Dziś niektórzy patrzą tak na pana?

Nigdy nie myślałem w ten sposób, choć wiem, że jestem w NBA. To najlepsza liga, o której marzy każdy dzieciak. Pozostaję jednak normalnym człowiekiem, który chce grać dla swojego kraju, a inni kadrowicze to po prostu moi kumple z drużyny.

Musi się pan przestawić z koszykówki amerykańskiej na europejską. To duże wyzwanie?

Zasady są inne, bo już podczas treningu chciałem prosić o timeout, a nie mogłem. Kiedyś grałem w Europie, a teraz muszę sobie przypomnieć, jak to się robi. Największym wyzwaniem jest przestrzeń, której masz mniej. Czasu w NBA podczas akcji bywa nieco więcej.

Czego może się pan nauczyć od kolegów z reprezentacji, a czego oni od pana?

Poziom w Europie jest bardzo wysoki i czasami nawet gracze z NBA nie mogą tu grać. Ja faktycznie się uczę. Koledzy są w kadrze starsi oraz mają więcej doświadczenia, dzięki czemu mogę od nich czerpać.

Przed wami turniej kwalifikacyjny, podczas którego najpierw zmierzycie się z Finlandią i Bahamami, a później – już w finale – może czekać na was Hiszpania…

Jesteśmy przygotowani fizycznie oraz koszykarsko, więc teraz wszystko jest w głowie. To element, w którym możemy zyskać coś więcej. Nie możemy się bać ani myśleć o tym, że będzie ciężko, a szanse są niewielkie. Potrzebne jest inne nastawienie – takie, że zwyciężymy, że pojedziemy do Paryża. Musimy wygrać i uważam, że awansujemy. Taką mamy mentalność, takie jest nasze podejście.

Czytaj więcej

Jeremy Sochan w reprezentacji Polski. Pomoże nam obywatel świata

Dlaczego się uda? Jakie mamy argumenty?

Będziemy grać jako zespół, mocno walcząc w obronie oraz wkładając w koszykówkę energię, która nie sprawi przyjemności naszym przeciwnikom.

Co oznacza dla pana perspektywa występu na igrzyskach?

Zawsze je oglądałem, więc jest we mnie pasja, aby zagrać dla mojego kraju, a noszenie biało-czerwonych barw będzie dla mnie największym honorem. Marzę o występie na igrzyskach. Mam nadzieję, że teraz – w Paryżu – wydarzy się ten mój pierwszy raz.

Jakie jest podejście zawodników NBA do igrzysk?

To zawsze przywilej grać z herbem swojego kraju na koszulce. A także wielka przyjemność oraz wyzwanie, bo na koniec rywalizujesz przecież z najlepszymi koszykarzami świata.

Śpiewanie hymnu to dla pana duże wyzwanie?

Trochę, choć go znam, bo w młodości dla kadry przecież grałem. Każda okazja, aby stanąć i go zaśpiewać, to wielkie wyróżnienie.

Turniej kwalifikacyjny w Walencji

Polacy mają ostatnią szansę, żeby po raz pierwszy od 1980 roku wywalczyć prawo gry na igrzyskach i polecieć do Paryża. Nasi koszykarze w fazie grupowej zmierzą się z Bahamami (3 lipca, 17.30), które mają w składzie trzech koszykarzy z NBA (Deandre Ayton, Buddy Hield, Eric Gordon), oraz Finlandią (4 lipca, 20.30), czyli siódmym zespołem ostatniego EuroBasketu.

Dwie z tych drużyn awansują do półfinału (6 lipca), gdzie zagrają z kimś z tercetu: Liban, Angola, Hiszpania. Awans na igrzyska wywalczy tylko zwycięzca turnieju. Finał odbędzie się 7 lipca.

Faworytem imprezy są Hiszpanie, czyli gospodarze, wiceliderzy światowego rankingu oraz aktualni mistrzowie Europy, którzy występują na igrzyskach nieprzerwanie od 2000 roku, a turniej w Tokio (2021) zakończyli na półfinale, gdzie przegrali z Amerykanami. Polacy na ostatnim EuroBaskecie zajęli czwarte miejsce, a do rozgrywanych rok później mistrzostw świata się nie zakwalifikowali.

Kadra reprezentacji Polski na turniej:

Aleksander Balcerowski (Panathinaikos Ateny), Aleksander Dziewa (Hamburg Towers), Andrzej Mazurczak (King Szczecin), Michał Michalak (PAOK Saloniki), Igor Milicić (University of Tennessee), Andrzej Pluta (Legia Warszawa), Mateusz Ponitka (Partizan Belgrad), AJ Slaughter (Casademont Saragossa), Jeremy Sochan (San Antonio Spurs), Michał Sokołowski (Dinamo Banco di Sardegna Sassari), Jarosław Zyskowski (Trefl Sopot), Przemysław Żołnierewicz (King Szczecin).

Jak się pan czuje, wracając do reprezentacji po trzech latach przerwy?

Fajnie jest wrócić. Koledzy mnie pamiętali i choć kilka nowych twarzy jest, to czuć w zespole dobrą chemię. Minęły trzy lata, a mam wrażenie, jakby to było dziesięć. Pamiętam mój pierwszy mecz w seniorskiej reprezentacji. Przeżyłem pewien szok, bo nie byłem przecież wtedy w NBA ani nawet w college’u. Teraz jest naprawdę dobrze. Jest w drużynie pozytywna energia.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Koszykówka
Igor Milicić: Jesteśmy zespołem. Jeremy Sochan sam nie wygra
Koszykówka
Poznaliśmy mistrza NBA. Boston Celtics sięga po 18. tytuł
Koszykówka
Awans po dogrywce. Polscy koszykarze jadą na igrzyska olimpijskie
Koszykówka
Afera bukmacherska w USA. Gwiazdy NBA tańczą z diabłem
Materiał Promocyjny
Mity i fakty – Samochody elektryczne nie są ekologiczne
Koszykówka
Jeremy Sochan w reprezentacji Polski. Pomoże nam obywatel świata