Nie było na Vogtland Arenie mocnych na norweskiego lidera PŚ, można już mówić, że zdobywcy wielkiej Kryształowej Kuli. Trudno, by było inaczej, gdy wygrywa się 10 z 19 konkursów. Nadzieję rywali może jedynie budzić fakt, że przewaga Graneruda nie zawsze jest wielka. W sobotę wygrał ze Stochem o 12,6 pkt, w niedzielę z Borem Pavlovciciem tylko o 0,7.
W drugim konkursie emocji było zdecydowanie więcej. Najpierw dlatego, że Granerud nie wygrał prologu (uczynił to jego rodak Robert Johansson) i nie prowadził po pierwszej serii. O niecały punkt wyprzedzał go wicelider PŚ Markus Eisenbichler. Dalej też był interesujący tłok: w przedziale trzech punktów za Norwegiem mieściła się piątka: Keiichi Sato, Yukiya Sato, Stoch, Johansson i Pavlovcić.