Nawet w sezonach, w których wypadają mistrzostwa świata (będą w lutym w czeskim Libercu) lub igrzyska olimpijskie, TCS nic nie traci ze swego znaczenia. Ten najbliższy ma tak samo wielką siłę przyciągania. Rozpocznie się jak zwykle w Oberstdorfie (29 grudnia), a zakończy w Bischofshofen (6 stycznia). Po drodze będą konkursy w Garmisch-Partenkirchen (1 stycznia) i Innsbrucku (4 stycznia).
W Nowy Rok w Ga-Pa zawodnicy rywalizować będą na powstałym w ubiegłym roku obiekcie („Neue Grosse Olympiaschanze”), na którym można latać na odległość nawet 150 metrów. Poprzedni, zbudowany na igrzyska 1936 roku, został zburzony w kwietniu 2007. Na jego miejscu powstała stalowa konstrukcja ważąca 750 ton i wysoka na 65 metrów. Inwestycja kosztowała 14 milionów euro. „Ta skocznia to znak firmowy Garmisch-Partenkirchen” – mówił z dumą tuż przed jej otwarciem burmistrz zimowej stolicy Niemiec.
Pierwszym zwycięzcą konkursu na nowej skoczni i pierwszym jej rekordzistą (141 m) został Austriak Gregor Schlierenzauer. Przed rokiem o tej porze, na kilka dni przed inauguracyjnymi zawodami, wszystko wskazywało na to, że wygrać może tylko jeden zawodnik, rodak Schlierenzauera – Thomas Morgenstern. Austriak zaczął sezon 2007/2008 w imponującym stylu, wygrywając sześć zawodów Pucharu Świata z rzędu. Prezentował nieosiągalną dla innych formę i wydawał się murowanym faworytem do zwycięstwa w 56. Turnieju Czterech Skoczni.
Był też Morgenstern pierwszym kandydatem do wyrównania osiągnięcia Niemca Svena Hannawalda, który w „Four Hills Tournament” 2001/2002 wygrał – jako jedyny do tej pory – wszystkie konkursy. A jednak młody Austriak nie dał rady. Jego i Schlierenzauera ograł „stary” mistrz z Finlandii Janne Ahonen, zwyciężając w Turnieju Czterech Skoczni po raz piąty. To rekord. Ahonen na pewno go nie poprawi bo kilka miesięcy temu zakończył sportową karierę.
Adam Małysz zapisał się w historii TCS tym, że jako pierwszy triumfator zgromadził ponad 1000 punktów i że drugiego w klasyfikacji generalnej zawodnika wyprzedził o ponad 100 pkt. Zdarzyło się to podczas pamiętnego dla kibiców w Polsce turnieju 2000/2001. Tak wspaniale już nie będzie. Nasz mistrz nie lata tak daleko jak kiedyś i nic nie zapowiada, że nagle urosną mu skrzydła.