Daria Pikulik ominęła trzy razy kontrolę antydopingową. Te zdarzenia miały miejsce w 2023 i 2024 r., a teraz wydała oświadczenie. O co tak naprawdę chodzi?
Zacznę od ważnego zastrzeżenia, że sprawa nie była prowadzona przez POLADA. Daria jest sportowcem klasy międzynarodowej i jest w specjalnej grupie Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), dla której postępowania prowadzi International Testing Agency, stworzona kiedyś przez MKOl. To ten organ planuje i przeprowadza kontrole dla takich sportowców jak Daria oraz, ewentualnie, prowadzi śledztwa. To też ta Agencja nakłada sankcje. Bazuję na wiedzy z oświadczenia zawodniczki oraz ITA, bo jeszcze nie dostaliśmy dokumentów. W sprawie chodzi o sportowca z Polski, więc na pewno zostaniemy poinformowani.
Nie wiemy nic o postępowaniu, a sankcja na Polkę spadła. Dlaczego tak się stało?
Zawodniczka przyjęła karę zaproponowaną za uchybienie dyscyplinarne. Dlatego postępowanie się zakończyło i obie strony wydały oświadczenia. Zapewne publikacja oświadczenia o uzgodnionej treści była jednym z elementów zawartego porozumienia – tak się dzieje bardzo często.
Czytaj więcej
Daria Pikulik została wicemistrzynią olimpijską w kolarskim omnium. 27-latka zdobyła dla Polski dziesiąty medal igrzysk w Paryżu, choć błąd sędziów...
Coś możemy powiedzieć na pewno?
Tyle, że trzy razy w ciągu 12 miesięcy zawodniczka ominęła testy. Być może nie podała danych pobytowych, a może była nieobecna we wskazanym miejscu. Jak było, tego już nie wiemy. Za takie przewinienie nakłada się sankcję jak przy wykryciu zabronionej substancji w organizmie. Procedura trwa dość długo i dlatego, chociaż sprawa dotyczyła 2024 r., to zakończyła się w czerwcu.
Co teraz może czekać naszą zawodniczkę? Będzie mogła startować?
Teraz może już wrócić. W przypadku takich przewinień jak Darii Pikulik zagrożenie sankcją wynosi do dwóch lat. Nasza zawodniczka zgodziła się na propozycję, doszło do złagodzenia kary i nie było typowego postępowania.
Wiemy, że te wykroczenia miały miejsce stosunkowo blisko igrzysk olimpijskich w Paryżu. Może jej grozić odebranie medalu?
Nie będzie odbierania medalu, bo dopiero po trzecim takim przypadku wchodzimy w procedurę dyscyplinarną. Gdyby trzecia „wpadka” miała miejsce jeszcze przed Paryżem, byłoby to jakieś zagrożenie, ale skoro działo się to po zakończeniu igrzysk, we wrześniu 2024 r., to nie widzę takiego zagrożenia.
Czytaj więcej
Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) nie skieruje sprawy Igi Świątek do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. To koniec sprawy. Pol...
W Paryżu była kontrolowana?
Jako medalistka na pewno była poddana kontroli. Gdyby coś złego się zadziało w Paryżu, to na pewno byśmy o tym wiedzieli, bo wszczęte zostałoby postępowanie. Podkreślam, że w przypadku naszej zawodniczki sprawa nie dotyczy stosowania dopingu, ale ominięcia testów przez niepodawanie danych pobytowych lub przebywanie w innym miejscu we wskazanym do kontroli okienku testowym. To są dwie różne sprawy: innym przewinieniem jest pozytywny wynik testu, a innym jest niepodawanie danych pobytowych. Kiedyś mieliśmy już podobną sprawę z Natalią Maliszewską. Tam również doszło do porozumienia pomiędzy zawodniczką, POLADA i WADA.
Domyślam się, że podawanie miejsca pobytu, zwłaszcza z wyprzedzeniem, jest uciążliwe i trudno wszystko zaplanować. Dużo błędów zdarza się w Polsce?
Od stycznia do tej pory mieliśmy w Polsce 49 błędów. W 35 przypadkach nie było podanych danych, a w 14 dane pozostały niezmienione i kontroler nie zastał zawodnika pod wskazanym przez niego adresem. Zawodnicy mogą do ostatniej chwili przed rozpoczęciem okienka zmieniać te dane. Dane o miejscu pobytu podaje się na kwartał do przodu i domyślam się, że trudno jest zaplanować w grudniu to, co się będzie robiło w marcu. Dlatego sportowcy mogą to zmieniać, ale muszą podawać dane kompletne. Nie wystarczy napisać: jestem w Warszawie, ale trzeba podać, gdzie się trenuje. Jeśli są zawody np. w Amsterdamie, to trzeba podać nie tylko hotel, ale też numer pokoju. Kontroler musi mieć wszelkie informacje, żeby odnaleźć zawodnika.