Rugby. Afryka Południowa najlepsza na świecie

Najlepszą drużynę na świecie ma znów Afryka Południowa. Springboks pokonali w finale Nową Zelandię 12:11 i po raz czwarty zdobyli puchar Williama Webba Ellisa.

Publikacja: 30.10.2023 03:00

Z mistrzami świata świętował prezydent RPA Cyril Ramaphosa (podnosi w górę trofeum)

Z mistrzami świata świętował prezydent RPA Cyril Ramaphosa (podnosi w górę trofeum)

Foto: Anne-Christine POUJOULAT / AFP

To był dziesiąty finał mistrzostw świata, drugi rozgrywany na Stade de France w Saint-Denis. Podobnie jak w 2007 roku też wygrała Afryka Południowa, pokonując wtedy Anglię 15:6, teraz zwyciężając jednym punktem Nowozelandczyków i broniąc tytułu sprzed czterech lat z Japonii.

O podlanym deszczem sobotnim meczu na wielkim podparyskim stadionie będzie się dyskutowało jeszcze długo, bo było w finale mnóstwo zdarzeń wartych wspomnień. Mistrzowie zrobili wystarczająco wiele, by pokonać 14-osobową drużynę rywali i zachować koronę, ale do ostatniej minuty nie mieli pewności, czy dadzą radę.

Czytaj więcej

Afryka Południowa obroniła tytuł mistrzów świata w rugby

Federer i Djoković na trybunach

Decydowały w równym stopniu zawziętość, taktyka, przygotowanie fizyczne, czasem odrobina szczęścia oraz, trudno tego nie zauważyć, praca angielskiego sędziego Wayne’a Barnesa oraz jego pomocników oceniających na bieżąco akcje w powtórkach przed telewizorami (TMO – television match officials). Będą po meczu na Stade de France opinie, że żółta kartka dla kapitana Nowej Zelandii Sama Cane’a za atak na głowę rywala, oznaczająca 10 minut na ławce kar, zamieniona przez TMO na czerwoną, czyli wykluczenie z całego spotkania, mocno przyczyniła się do porażki All Blacks.

Wprawdzie w rugby 15-osobowym ubytek jednego zawodnika może nie jest ogromnym osłabieniem, ale w tak wyrównanym starciu jednak miał znaczenie. Kapitan Cane przeszedł do historii swego sportu jako pierwszy gracz ukarany w finale PŚ czerwoną kartką, rugbyści RPA potrafili wykorzystać nawet tę niewielką przewagę.

Sędzia Barnes był w kwestii kar bardzo aktywny. Nie tylko kazał grać All Blacks przez 53 minuty w stałym osłabieniu, ale już w trzeciej minucie pokazał żółty kartonik Shannonowi Frizellowi (Nowa Zelandia) za atak na nogę Bongi Mbonambi (w wyniku tej akcji kontuzjowany rugbysta musiał zostać zastąpiony przez innego gracza). W drugiej połowie wykluczał także Springboksów, Cheslina Kolbe oraz kapitana Siyę Kolisiego za faul, który zdaniem niektórych komentatorów też zasługiwał na czerwoną kartkę.

Czytaj więcej

Mistrzostwa świata w rugby. Wyjątkowo udany projekt

W chwili przymusowego zejścia z boiska w 27. minucie Sama Cane’a drużyna RPA po trzech wykorzystanych przez Handre Pollarda rzutach karnych prowadziła 9:3. Kolejny karny precyzyjnie wykonany przez Pollarda powiększył prowadzenie Springboksów do dziewięciu punktów, All Blacks wydawali się mieć poważne kłopoty, ale potrafili zmobilizować się jeszcze przed przerwą, by zmniejszyć prowadzenie rywali do stanu 6:12 – trzy punkty dał drugi karny Richiego Mo’ungi.

Druga połowa zaczęła się od jeszcze bardziej energicznych akcji Nowozelandczyków, którzy zdobyli dość szybko przyłożenie, ale radość popsuła im ingerencja TMO, sędziowie przy monitorach zauważyli błąd moment przed decydującym podaniem. Chwilę później jednak Beauden Barrett (jeden z trzech braci Barrettów grających dla All Blacks) przechwycił piłkę i wbiegł z nią na pole punktowe, zmniejszając prowadzenie Republiki Południowej Afryki do stanu 12:11.

Obie drużyny przez pozostałe 20 minut miały spore szanse na zmianę wyniku, obie dążyły do tego celu z fascynującą 80 tysięcy widzów walecznością i poświęceniem, ale żadnej nie udało się tego zrobić. W 73. minucie Jordie Barrett nie wykorzystał rzutu karnego ze sporego dystansu, Springboks, walcząc z godnym podziwu heroizmem, utrzymali rezultat i odnieśli trzecie z rzędu jednopunktowe zwycięstwo (po pokonaniu w ćwierćfinale Francji 29:28 i w półfinale Anglii 16:15).

Czytaj więcej

Puchar Świata w rugby. Afryka Południowa będzie bronić tytułu

Te wszystkie dramaty, kontuzje, udane i nieudane akcje, ingerencje sędziowskie, nawet kontrowersje to w rugby na takim poziomie znakomita strawa dla publiczności, niezależnie od tego, komu sprzyjała. Widoczny na trybunach Roger Federer w zielono-złotym szaliku kibicował RPA, gdyż jest to ojczyzna jego matki. Novak Djoković, który jest w Paryżu przede wszystkim dlatego, że startuje w turnieju ATP Masters 1000 w hali Bercy, wyglądał na kibica bardziej neutralnego, może dlatego, że obok niego siedziała znana angielska piosenkarka Rita Ora.

Francja liczy zyski

Mistrzowie zasłużyli na tytuł. Puchar Świata rozgrywany jest od 1987 roku, w dwóch początkowych edycjach drużyna RPA – kiedyś nienawidzona przez połowę narodu jako symbol białej władzy – nie mogła grać z racji wykluczenia ze światowego sportu kraju stosującego apartheid. Gdy Springboks mogli wreszcie zjawić się wśród elity, wygrali połowę z ośmiu turniejów o mistrzostwo świata.

Są niezaprzeczalnie dominującą siłą w tym sporcie i po latach od pierwszego tytułu zdobytego w 1995 roku mogą, jak kapitan Kolisi mówić: – Osoby, które nie pochodzą z Republiki Południowej Afryki, nie rozumieją, co to oznacza dla naszego kraju. Nie chodzi tylko o grę. Nasz kraj wiele przechodzi. Mamy zaszczyt robić to, co kochamy, inspirować i jednoczyć ludzi ze wszystkich środowisk.

Pokonani też zasłużyli na dobre oceny, co nie zmienia faktu, że takiej drużyny All Blacks już się nie zobaczy. Jeden z weteranów odchodzi na emeryturę, ośmiu podpisało kontrakty z zagranicznymi klubami, co oznacza, że nie zagrają już więcej dla reprezentacji. To także koniec czteroletniej kadencji trenera Iana Fostera.

Francja będzie liczyć zyski, komitet organizacyjny szacuje, że zarobi na czysto co najmniej 40 mln euro. Będą ekonomiczne rekordy, bo podczas prawie dwumiesięcznego turnieju do miast goszczących spotkania Pucharu Świata przybyło ponad 600 tysięcy zagranicznych gości, telewizyjne i internetowe wskaźniki oglądalności imprezy też przebiły poprzednie szczyty, zyski z reklam liczone są w grubych milionach euro.

Następne emocje walki o puchar Williama Webba Ellisa – chłopaka, który kiedyś w miejscowości Rugby podniósł piłkę i z nią pobiegł, zamiast kopnąć – za cztery lata w Australii. Zamiast 20 wystartują 24 najlepsze 15-osobowe drużyny świata. Rugby rośnie.

To był dziesiąty finał mistrzostw świata, drugi rozgrywany na Stade de France w Saint-Denis. Podobnie jak w 2007 roku też wygrała Afryka Południowa, pokonując wtedy Anglię 15:6, teraz zwyciężając jednym punktem Nowozelandczyków i broniąc tytułu sprzed czterech lat z Japonii.

O podlanym deszczem sobotnim meczu na wielkim podparyskim stadionie będzie się dyskutowało jeszcze długo, bo było w finale mnóstwo zdarzeń wartych wspomnień. Mistrzowie zrobili wystarczająco wiele, by pokonać 14-osobową drużynę rywali i zachować koronę, ale do ostatniej minuty nie mieli pewności, czy dadzą radę.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Inne sporty
Tadej Pogacar odpiera zarzuty. "Jeśli osiągasz cele, jesteś znienawidzony"
Lotnictwo
Kobieta mistrzynią Polski w akrobacji szybowcowej. Kim jest Agata Porębska?
Inne sporty
Zbierają miliony dla dzieci. Dlaczego Wielka Wyprawa Maluchów znów okazała się sukcesem?
Kolarstwo
Kolarz totalny. Tadej Pogacar wygrywa Tour de France
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Inne sporty
Pierwszy w historii lot szybowca nad Karakorum. Triumf Sebastiana Kawy