W sobotę po 10 rano polskiego czasu, po 164 godzinach 14 minutach i 2 sekundach zmagania się z wysiłkiem i bólem Karaś wszedł na metę. Biec już nie był w stanie, bo pod koniec rywalizacji doznał zapalenia mięśnia piszczelowego przedniego. Mimo takich problemów poprawił rekord Belga Kennetha Vanthuyne’a o 18 godzin.
To nie były jedyne problemy zdrowotne Karasia podczas próby w brazylijskim Buzios. Po próbie pływackiej, podczas jazdy na rowerze, miał kłopoty z oczami. Później odnowił mu się uraz urologiczny, przez który lekarze kazali mu zejść z trasy przed rokiem w Szwajcarii. Wtedy też Karaś był pierwszy i miał olbrzymią przewagę nad rywalami. Teraz przeżywał podobne problemy, które utrudniały mu nawet chodzenie. W czasie części biegowej musiał odpocząć. Planował zrobienie około ośmiu godzin przerwy, ale na trasę wrócił już po pięciu godzinach.