Tenis stołowy. Grali nawet żelazkiem

Sport, który kiedyś porywał Polaków, powoli wychodzi z zapaści. Sukcesy młodzieżowców to dowód, że przemyślana praca u podstaw przynosi efekty.

Publikacja: 28.04.2023 03:00

Grodzisk Mazowiecki to stolica polskiego tenisa stołowego

Grodzisk Mazowiecki to stolica polskiego tenisa stołowego

Foto: Piotr Nowak/pap

Młodzi Polacy z mistrzostw Europy w Sarajewie przywieźli właśnie pięć medali. Miłosz Redzimski zdobył złoto, a Samuel Kulczycki, którego pokonał w półfinale – brąz. Do tego trzeba dodać dwa medale w mikście (w tym złoty duetu Kulczycki – Zuzanna Wielgos) i jeden w deblu, gdzie Kulczycki wywalczył srebro w parze z Patrykiem Kubikiem.

Polacy wygrali olimpijską klasyfikację medalową i chociaż to „tylko” sukcesy w kategoriach juniorskich, to przypomniały złote czasy tenisa stołowego w naszym kraju.

Oglądały ich tłumy

Nazwiska Andrzeja Grubby, Leszka Kucharskiego czy Stefana Dryszela znał każdy kibic. Nic dziwnego, skoro Polacy potrafili zdobywać brązowe i srebrne medale na mistrzostwach świata czy grać w finale mistrzostw Europy. Andrzej Grubba w 1984 roku wygrał plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na sportowca roku.

– Każdy sukces, zwłaszcza międzynarodowy, przyciąga kibiców, a w latach 80. tenis stołowy odnosił największe. Telewizja Polska miała dwa programy, więc jeśli na jednym z nich była transmisja meczu europejskiej superligi, to ludzie ją oglądali – mówi „Rz” Stefan Dryszel, obecnie dyrektor sportowy Polskiego Związku Tenisa Stołowego (PZTS).

To część prawdy o ich popularności. Na meczach międzynarodowych trybuny były pełne, podobnie jak podczas występów pokazowych. Gwiazdy sportu często odwiedzały wówczas zakłady pracy. Było to także udziałem tenisistów stołowych, którzy – zabawiając publiczność – grali lusterkiem, żelazkiem czy kantem rakietki.

Dyscyplina stała się w Polsce popularna, także wśród dzieci. Nawet jeśli najmłodsi po chwyceniu paletki nie zrobili kariery, to sentyment pozostał. Niestety, kiedy zaczęły się sukcesy, była szansa na zbudowanie podstaw systemu szkolenia, przyszły także kłopoty.

Świat nam odjechał

Kluby nigdy nie były bogate, ale po 1989 roku dopadła je prawdziwa bieda.

– Pewnej zimy na początku lat 90. trenowaliśmy w Drzonkowie w nieogrzewanej hali, a porcje na stołówce były tak małe, że z kolacji wychodziliśmy głodni. Dopiero, kiedy jakiś kolega nie przyszedł i dostaliśmy jego porcję, można się było najeść. Wielu zawodników i trenerów nie widziało perspektyw i wyjeżdżało za granicę. Niektórzy już nie wrócili do kraju – opowiada „Rz” Tomasz Redzimski, trener Dartom Bogorii Grodzisk Mazowiecki i ojciec Miłosza.

To był czas, gdy tenis stołowy stał się sportem olimpijskim. Szczególnie mocno zaczęli w niego inwestować zwłaszcza Azjaci. Świat Polakom odjechał.

– Kurs dolara był zupełnie inny. Każdy wyjazd oznaczał przeskok, jeśli chodzi o zarobki. Wielu ludzi szansy na lepsze życie szukało za granicą i w efekcie szkolenie centralne się załamało. Ostatnim poważnym sukcesem był ćwierćfinał mistrzostw świata Lucjana Błaszczyka – ocenia Dryszel.

Ostatnie sukcesy juniorów to zwiastun lepszych czasów – zwłaszcza że jest wynikiem przemyślanej, trwającej od lat pracy PZTS oraz wsparcia sponsorów, takich jak Dariusz Szumacher, który w Grodzisku Mazowieckim stworzył profesjonalny klub.

– Dokładnie studiowaliśmy systemy szkolenia, jakie są w Chinach, Korei Płd., Szwecji, Niemczech, Francji, na Tajwanie czy w Japonii. Przygotował go Jerzy Grycan, który 20 lat pracował jako trener kadr Polski i Australii. Każdego tygodnia, razem z innymi szkoleniowcami, zbieraliśmy się na telekonferencjach. Zaczynaliśmy o 21.00, często kończyliśmy grubo po północy – mówi „Rz” Redzimski.

Jednym z fundamentów było szkolenie trenerów.

– To podstawa, bo jeśli trener się nie rozwija, to i młodzież nie będzie lepsza, a tenis stołowy cały czas się zmienia. Piłeczki są większe i zrobione z plastiku, a nie celuloidowe. To ma ogromne znaczenie w metodyce treningu – wskazuje Dryszel.

Trenują w starym kinie

Zmieniły się też warunki, w których można szkolić dzieci i młodzież, a to podstawa piramidy. Krokiem milowym w Grodzisku Mazowieckim była decyzja burmistrza, który na salę do tenisa stołowego przeznaczył budynek starego kina. Mieści się tam pięć stołów, a kiedy trenują młodzi, którzy potrzebują mniej miejsca, można dostawić jeszcze jeden.

Sala jest dostępna od 2008 roku – przez całą dobę i siedem dni w tygodniu. To tutaj wychowywał się Miłosz Redzimski. Podobnie dorastali Patryk Kubik, który pochodzi z Warszawy, i Samuel Kulczycki z Gorzowa Wielkopolskiego. Ten drugi również dużo zawdzięcza lokalnemu przedsiębiorcy, który postanowił dofinansować klub. Sala do ćwiczeń powstała tam w budynku starej pływalni.

Dzięki takim inicjatywom coraz więcej trenerów może się poświęcić szkoleniu, zamiast traktować to zajęcie jako pracę dodatkową.

– Jeszcze niedawno zawodowych trenerów można było policzyć na palcach obu rąk. Dziś jest ich więcej. Sukcesy widzi Ministerstwo Sportu, które zwiększa dotacje. Sama infrastruktura bez ludzi nie spełni swojej roli – mówi Redzimski.

Podobnie na sprawę patrzy Dryszel. – Na juniorów dostajemy większe dotacje niż na zawodowców. Oby młodym się udało teraz z sukcesami przejść do wieku seniorskiego. O tenisie stołowym zrobi się głośniej i może nawet nie będziemy liczyli tylko na subwencje rządowe czy ministerialne – wyjaśnia.

– Pieniędzy, w porównaniu z wieloma innymi dyscyplinami, jest ciągle niewiele, ale postęp widać – mówi Redzimski. – Jeśli dotrzemy do rodziców i dzieci z naszą ofertą, to na pewno do sportu przyjdzie więcej młodych. Teraz niełatwo ich pozyskać, bo – szczególnie dla chłopców – pierwszym wyborem jest piłka nożna. Każdy marzy o karierze na miarę Roberta Lewandowskiego.

Program i ambicje

Trener Bogorii wymienia przewagi swojej dyscypliny.

– To jest sport dla każdego: filigranowego mistrza olimpijskiego Liu Goulianga, który mierzy 168 cm, a także takiego dryblasa, jak 186-cm Jorgen Persson, który jest mistrzem świata. Wysoki poziom mogą osiągnąć nawet ci niekoniecznie najbardziej sprawni ruchowo – wyjaśnia.

Atutów jest więcej. – Poradzą sobie u nas i dzieci ekspresyjne, i flegmatycy. W tenisie stołowym można dostosować styl gry oraz sprzęt do konkretnych osób. To rozwija myślenie strategiczne: jakie mam największe talenty, jakie środki dobrać, żeby je rozwinąć. Nawet jeśli ktoś nie zrobi kariery, to w dorosłe życie wejdzie z gotowymi umiejętnościami – mówi Redzimski.

Ośrodki treningowe w Gdańsku i Drzonkowie funkcjonują od lat, a w marcu tego roku powstały kolejne: w Rzeszowie, Grodzisku Mazowieckim oraz Białymstoku. PZTS wspiera również treningi w Ostródzie, Czechowicach-Dziedzicach czy Luboniu. To wszystko dobre znaki. Są ambicje, cierpliwość oraz dobry program. Teraz potrzeba jeszcze chętnych, a pamięć o pięknej przeszłości może wróci na dobre.

Młodzi Polacy z mistrzostw Europy w Sarajewie przywieźli właśnie pięć medali. Miłosz Redzimski zdobył złoto, a Samuel Kulczycki, którego pokonał w półfinale – brąz. Do tego trzeba dodać dwa medale w mikście (w tym złoty duetu Kulczycki – Zuzanna Wielgos) i jeden w deblu, gdzie Kulczycki wywalczył srebro w parze z Patrykiem Kubikiem.

Polacy wygrali olimpijską klasyfikację medalową i chociaż to „tylko” sukcesy w kategoriach juniorskich, to przypomniały złote czasy tenisa stołowego w naszym kraju.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Inne sporty
Tadej Pogacar dziękuje Rafałowi Majce. Słoweniec coraz bliżej zwycięstwa w Giro d'Italia
Inne sporty
Rośnie kadra reprezentacji Polski na igrzyska w Paryżu. Cztery szanse na medale
kajakarstwo
Polacy już błyszczą w Lublanie. Klaudia Zwolińska wicemistrzynią Europy
Inne sporty
Startują mistrzostwa Europy. Polacy liczą na medale
szachy
Garri Kasparow o dzisiejszej Rosji. "Puste deklaracje wzmacniają Putina"