Kolarz grupy UAE Team Emirates tydzień temu nie dał szans rywalom podczas dwóch etapów w Alpach, później pilnował przewagi i choć oni próbowali atakować, nie poniósł żadnych strat.
Organizatorzy w niedzielę zafundowali kolarzom odcinek z trzema długimi podjazdami, ale to dopiero wstęp do najważniejszych etapów wyścigu. Ostatni tydzień rywalizacji oznacza wspinaczki w Pirenejach. Kolarze wjadą na Portet (2209 m n.p.m.) i Tourmalet (2108 m n.p.m.), środowy oraz czwartkowy etap zakończy meta na szczycie.
Sukces w takich okolicznościach wymaga nie tylko żelaznych płuc, ale także wsparcia drużyny. – Zespół to największa słabość Pogacara – przekonuje na łamach „L'Equipe" szef Cofidisu Cedric Vasseur.
Portugalczyk Rui Costa, Włoch Davide Formolo, Amerykanin Brandon McNulty i Rafał Majka to solidni górale, ale w niedzielę dali argumenty wątpiącym. Kiedy tempo grupie faworytów na przedostatnim podjeździe nadawali kolarze Ineosu Grenadiers, Pogacar został sam. Pilnował rywali i odpierał ataki – grał jak jednoosobowa orkiestra.
Majka miał prawo do chwili słabości, bo dwa dni wcześniej brał udział w kraksie. – Czuję ból, kiedy oddycham, upadłem na lewy bok i klatkę piersiową. Noga jednak podaje, a morale jest wysokie. Chcę pomóc – zapewnia Polak.
Ostatni tydzień wyścigu to nie tylko wspinaczki, ale także odcinki dla sprinterów. Tych ostatnich wypatruje Brytyjczyk Mark Cavendish, który może pobić należący do Belga Eddy'ego Merckxa rekord liczby etapowych zwycięstw w Tour de France. Dziś obaj mają po 34.
36-latek był już po drugiej stronie rzeki. Cavendish zmagał się z drenującym organizm wirusem Epsteina-Barr, rozłożyła go też depresja. Po ubiegłorocznym wyścigu Gent-Wevelgem ze łzami w oczach oznajmił, że to jego ostatni start w karierze. Płakał także kilkanaście dni temu, kiedy niespodziewanie wygrał czwarty etap Wielkiej Pętli z metą w Fougeres. Później zwyciężał jeszcze trzy razy.
Brytyjczyk jest innym kolarzem niż Merckx. Belg zwyciężał na wszystkie sposoby: podczas sprintów, w górach i na czas. Cavendish startuje w czasach specjalizacji. Wygrał w XXI wieku 34 sprinterskie etapy Wielkiej Pętli, a kolejny na tej liście Niemiec Marcel Kittel – tylko 14.
Francuzi już pytają, czy przypadkiem nie oglądamy najlepszego sprintera w dziejach kolarstwa, a to przecież powrót, którego nie spodziewał się nikt. Cavendish zwycięstwa w wyścigu World Touru wypatrywał od 2017 roku, a swój poprzedni Tour de France skończył przedwcześnie, bo przekroczył limit czasu na jednym z etapów. Teraz znalazł się w składzie Deceuninck-Quick Step tylko dlatego, że kontuzji nie wyleczył Irlandczyk Sam Bennett.
Jego koledzy mówią, że Cavendish jest dziś lepszym kolarzem niż kiedykolwiek wcześniej. Najwięcej znaczą chyba słowa Brytyjczyka Chrisa Froome'a, który cztery razy wygrywał Tour de France, a dziś próbuje wrócić na szczyt po serii kontuzji. On mówi wprost: – Powrót Cavendisha powinien być inspiracją dla wszystkich. Dla mnie jest.
Klasyfikacja generalna
1. T. Pogacar (Słowenia,
UAE Team Emirates) 62:07:18,
2. R. Uran (Kolumbia,
EF Education-Nippo) +5.18,
3. J. Vingegaard (Dania,
Jumbo-Visma) +5.32,
4. R. Carapaz (Ekwador,
Ineos Grenadiers) +5.33,
5. B. O'Connor (Australia,
AG2R Citroen Team) +5.58 ?
Transmisje z Tour de France
w Eurosporcie