W piątek nie udało się rozegrać pierwszego konkursu Letniej Grand Prix, więc skoczkowie wyrobili w sobotę podwójną normę. Najpierw walczyli po południu przy świetle dziennym, potem przy elektrycznym.
Nie było silnych na Schlierenzauera – w pierwszym konkursie miał dwa najdłuższe skoki, w drugim nie, ale jako jedyny skakał niezależnie od kaprysów pogody i daleko, i równo.
W finałowych rundach obu konkursów startowało czterech Polaków. W popołudniowym słońcu najpierw świetnie pokazał się Maciej Kot; był po pierwszej serii trzeci za Schlierenzauerem i Finem Ville Larinto. Łukasz Rutkowski też zajmował wysoką pozycję, niedaleko za pierwszą dziesiątką, Małysz i Marcin Bachleda zamykali trzydziestkę, która awansowała do finałowej serii.
W drugiej części zawodów wreszcie pięknie skoczył Bachleda – 134 m – i awansował na siódme miejsce dzielone z Maciejem Kotem. Wiatr trochę pomógł, ale były czasy, że i z podmuchami pod narty zakopiański skoczek nie leciał daleko.
Wieczorne zawody utrudniał wiatr i niska temperatura, 4 tysiące widzów znów musiało dość długo czekać na emocje. Sędziowie na początku ustawili rozbieg nisko, skoki były krótkie. Prowadził Wolfgang Loitzl przed Bjoernem Einarem Romoerenem. Polacy po porządnych próbach zajmowali miejsca w drugiej i trzeciej dziesiątce.