Powrót tygrysicy

Po prawie rocznej przerwie i dwóch operacjach kolana Lindsey Vonn wróciła na stoki i już wygrała zjazd w Pucharze Świata. Jedni się dziwią, drudzy biją brawo, a mistrzyni nart mówi: to zasługa Tigera Woodsa

Aktualizacja: 09.12.2014 08:40 Publikacja: 09.12.2014 07:23

Powrót tygrysicy

Foto: AFP

Na ośrodek narciarski Lake Louise w Parku Narodowym Banff (prowincja Alberta) od dawna mówi się: „Lake Lindsey". Vonn zwyciężała tam seryjnie, kanadyjskie trasy ją kochają, jeśli miała gdzieś wrócić z przytupem, to tylko tam – prawie u siebie.

Pierwszy po powrocie pucharowy bieg zjazdowy w Lake Louise potraktowała z rezerwą, w sam raz by zająć dobre ósme miejsce, po którym świat narciarstwa alpejskiego i tak ją witał z radością. Następnego dnia pojechała już bez hamulców w głowie i nogach. Wyszło tak, jakby nie było miesięcy przerwy, opuszczonych igrzysk w Soczi (jeśli nie liczyć posady komentatorki stacji NBC), długiej rehabilitacji i chwil niepewności.

Wygrała i od razu jakby zapomniano wszystkie złe chwile. Nie zapomniano, że to jej 60. zwycięstwo w Pucharze Świata (piętnaste w Lake Louise), że do rekordu 62. wygranych sławnej Annemarie Proell-Moser brakuje tylko tyle, iż wynik Austriaczki Amerykanka może poprawić już w styczniu. Piątej wielkiej Kryształowej Kuli jeszcze się od Lindsey Vonn nie wymaga, ale kto wie, co będzie za kilka tygodni.

Ostatnie zwycięstwo przed kontuzją odniosła 26 stycznia 2013 roku w Mariborze. Niespełna dwa tygodnie później wyleciała z trasy supergiganta podczas mistrzostw świata w Schladming. Lot helikopterem do szpitala, więzadła krzyżowe do naprawy, kość piszczelowa uszkodzona, sezon zakończony.

Wróciła jesienią 2013 roku pełna nowej wiary, bo to był czas startów przedolimpijskich. Podczas treningu w Copper Mountain w stanie Kolorado jednak znów upadła, ponownie uszkodziła naprawione przez lekarzy kolano.

Nie chciała się poddać, jeszcze próbowała, jeszcze trochę oszukiwała samą siebie, że zdąży wyzdrowieć na igrzyska, ale nawet amerykańska medycyna sportowa nie dała rady. Zostało komentowanie w NBC, praca od podstaw i zabawa z przygarniętym bezdomnym psiakiem o imieniu Leo, który, jak jego pani, też miał przewlekłą kontuzję nogi.

Przygotowywała się do kolejnej alpejskiej zimy w ciszy, bez dużego rozgłosu, więcej uwagi media poświęcały jej nowemu partnerowi w rehabilitacji i życiu – Tigerowi Woodsowi. Tiger też się leczył, przechodził kolejne operacje pleców, więc mieli o czym rozmawiać i mogli podobnie organizować zajęcia rehabilitacyjne w sali gimnastycznej.

Kilkanaście dni temu powiedziała reporterowi stacji CNN, że to właśnie Woods okazał się jej tajną bronią, że to dzięki niemu znalazła więcej sił i motywacji, że łatwiej odganiała frustrację. Może inspiracja była obopólna, ale Tiger po udanym początku roku musiał wrócić pod opiekę lekarzy, nie odzyskał zdrowia, by wystartować w Pucharze Rydera i odnosić kolejne zwycięstwa.

Mówiła też, że w związku dwojga tak znanych i ambitnych sportowców jest także miejsce na rywalizację. Dużo miejsca. Niekiedy prawie na serio. – Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy mój golf jest lepszy, niż jego narciarstwo, to trudne, ale ja miałam „hole-in-one", a on jest całkiem dobry na nartach. Bardzo lubimy rywalizować, właściwie zawsze, kiedy tylko nadarzy się okazja. Niestety jest znacznie lepszy w ping-ponga. Wygrałam z nim tylko raz, on setki razy. Właściwie to tylko na nartach jestem od niego mocniejsza – mówiła dziennikarzowi.

Gdy przyszło zwycięstwo w Lake Louise, potem jeszcze drugie miejsce w supergigancie – wielki powrót Lindsey Vonn na właściew miejsce można uznać za dopełniony.

– Niewątpliwie parę osób jest w szoku. Widziałam to na twarzach niektórych dziewczyn na mecie. Większość jednak się cieszy, naprawdę, zwłaszcza te, które miały podobne przejścia. Mój sukces przede wszystkim polegał na odbudowaniu wiary w siebie. Gdy jestem pewna siebie, znów jadę szybko i mogę zbliżać się do krawędzi ryzyka. O kolanie wcale nie myślę – mówiła w Lake Louise.

Lekarze nie widzą przeszkód, by jeździła mocno i szybko jak dawniej, nawet jeśli na prawym kolanie każą jej nosić w czasie startów i treningów specjalną klamrę. Na następne zawody wybiera się już do Europy – 20 i 21 grudnia są biegi zjazdowe w Val d'Isere.

Tiger Woods też wraca do gry, ale w miniony weekend zajął ostatnie miejsce w turnieju na Florydzie. Tyle dobrego w jego życiu, że w ciągu kilku miesięcy Lindsey Vonn i była żona Tigera, Elin Nordegren, zdążyły się całkiem mocno zaprzyjaźnić.

Na ośrodek narciarski Lake Louise w Parku Narodowym Banff (prowincja Alberta) od dawna mówi się: „Lake Lindsey". Vonn zwyciężała tam seryjnie, kanadyjskie trasy ją kochają, jeśli miała gdzieś wrócić z przytupem, to tylko tam – prawie u siebie.

Pierwszy po powrocie pucharowy bieg zjazdowy w Lake Louise potraktowała z rezerwą, w sam raz by zająć dobre ósme miejsce, po którym świat narciarstwa alpejskiego i tak ją witał z radością. Następnego dnia pojechała już bez hamulców w głowie i nogach. Wyszło tak, jakby nie było miesięcy przerwy, opuszczonych igrzysk w Soczi (jeśli nie liczyć posady komentatorki stacji NBC), długiej rehabilitacji i chwil niepewności.

Pozostało 84% artykułu
Inne sporty
Bratobójcza walka o igrzyska. Polacy zaczęli wyścig do Paryża
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
kolarstwo
Katarzyna Niewiadoma wygrywa Strzałę Walońską. Polki znaczą coraz więcej
Inne sporty
Paryż 2024. Tomasz Majewski: Sytuacja w Strefie Gazy zagrożeniem dla igrzysk. Próba antydronowa się nie udała
Inne sporty
Przygotowania Polski do igrzysk w Paryżu. Cztery duże szanse na złoto
Inne sporty
Kłopoty z finansowaniem żużla. Państwowa licytacja o Zmarzlika