Giro d'Italia: Ambitny plan górala z Andów

Liderem po trzech etapach jest Kolumbijczyk Fernando Gaviria, faworytem jego rodak Nairo Quintana.

Aktualizacja: 07.05.2017 20:28 Publikacja: 07.05.2017 19:55

Nairo Quintana na starcie trzeciego etapu Giro.

Nairo Quintana na starcie trzeciego etapu Giro.

Foto: AFP, Luca Bettini Luca Bettini

Gavirię trudno uznać za modelowy przykład kolumbijskiego kolarza. Wygrywa raczej płaskie etapy, jak wczoraj w Cagliari. W ubiegłym roku finiszował najszybciej w Rzeszowie i Katowicach w Tour de Pologne. W Rio de Janeiro zajął czwarte miejsce w wyścigu wielobojowym (omnium) na torze. Jest sprinterem, świetnym torowcem.

Kolumbijczycy w kolarstwie zachwycają jednak przede wszystkim w górach. To nie tak długa historia. Lucho Herrera, pierwszy z nich, pokazał się światu w latach 80. Pięciokrotnie wygrywał klasyfikację górską wielkich tourów, w 1987 roku był pierwszy w Vuelcie. Fabio Parra charakteryzował się większą wszechstronnością, ale też dobrze radził sobie na wysokościach. W 1988 roku zajął trzecie miejsce w Tour de France.

Kolejny zawodnik z Ameryki Południowej i rzecz jasna z Kolumbii stanął na podium we Francji dopiero 25 lat później. Był nim Nairo Quintana. To symbol kolumbijskiego boomu w kolarstwie, zdecydowanie najlepszy z bogatego w talenty peletonu. Rigoberto Uran, Carlos Betancour, Sergio Henao, Darvin Atapuma, Esteban Chaves, Miguel Lopes, Gaviria – wszyscy jeżdżą w grupach World Tour i nie po to, żeby się pokazać, ale by wygrywać.

Fenomen po części da się wytłumaczyć tradycją i sukcesami Herrery i Parry. Mimo licznych prób nie udaje się podnieść poziomu kolarstwa w Brazylii i Wenezueli, a w Kolumbii – jak najbardziej. Górzysty kraj zapewnia znakomite warunki do treningów i wysoki naturalny hematokryt. Quintana jest góralem z Andów, pochodzi z miejscowości położonej 2800 m n.p.m. Do szkoły jeździł 16 km rowerem. Codziennie wspinał się na podjazd o nachyleniu 8 procent.

Takie talenty trzeba znaleźć i im pomóc. Pokolenie Quintany, Urana, Henao ma szczęście – trafiło na wzrost zainteresowania kolarstwem przez polityków. W połowie lat 90. minister sportu Jairo Clopatofsky wpadł na pomysł, by przez grupę kolarską zjednoczyć podzielony kraj. Działo się to niedługo po śmierci narkotykowego króla Pabla Escobara, pochodzącego z Medellin, ale wciąż działał konkurencyjny narkotykowy kartel z Cali. Kolumbia krwawiła w wyniku zamachów, mordów, gwałtów.

Clopatofsky wymarzył sobie, by kolarstwo zjednoczyło ludzi, tak jak w tym samym czasie rugby w RPA po zwycięstwie reprezentacji Springbooks w Pucharze Świata. Lekarstwem miało być zwycięstwo Kolumbijczyka w Tour de France.

Tego nie udało się na razie dokonać, ale innych sukcesów jest dużo. Quintana wygrał Giro w 2014 roku, Vueltę w ubiegłym roku. Team Columbia co prawda nie istnieje, ale ten zespół i jego filie były trampoliną dla dzisiejszych gwiazd, także Quintany, który przez dwa sezony jeździł w zespole Café de Colombia. W tym czasie powstał także jeden z najlepszych ośrodków szkolenia kolarzy torowych, bo nie wszyscy nadawali się do jazdy w górach. Stąd wziął się Gaviria, kolarz z dynamitem w nogach podczas rozgrywki na finiszach.

Pozycja Gavirii po pierwszych trzech dniach tegorocznego Giro to dla Kolumbijczyków przystawka przed głównym daniem – walką Quintany o zwycięstwo w Giro i Tour de France.

26-letni kolarz podjął się zadania, z którym dwa lata temu nie poradził sobie Alberto Contador, a ostatnim zwycięzcą tych dwóch wielkich tourów był w 1998 roku Marco Pantani. O swych planach Quintana mówi mało, ale dużo mówią o jego możliwościach wyniki. Pomyślnie przeszedł sprawdzian w każdym z tegorocznych wyścigów, gdzie trzeba było się wspinać w wysokich górach.

Wygrywał etapy na podjazdach w Tirreno–Adriatico, Volta Valenciana, Vuelta Asturias. Tylko w tym ostatnim starcie był drugi w klasyfikacji generalnej, pozostałe wyścigi wygrał. Na Giro jest gotów, ale czy po tak trudnej próbie będzie w stanie zregenerować się przez zaledwie pięć tygodni i w pełni sił stanąć na starcie Tour de France?

W Włoszech Quintana jedzie na razie uważnie i spokojnie. Zajmuje 17. miejsce, pięć pozycji za pupilkiem Włochów Vincenzo Nibalim. Ale do tej pory etapy kończyły się płaskimi finiszami. We wtorek peleton czeka pierwszy górski sprawdzian z finiszem na podjeździe pod Etnę.

Kolumbijski sprinter Gaviria nie będzie miał szans, by utrzymać różową koszulkę lidera, ale jest bardzo prawdopodobne, że przejmie ją od niego Quintana.

Gavirię trudno uznać za modelowy przykład kolumbijskiego kolarza. Wygrywa raczej płaskie etapy, jak wczoraj w Cagliari. W ubiegłym roku finiszował najszybciej w Rzeszowie i Katowicach w Tour de Pologne. W Rio de Janeiro zajął czwarte miejsce w wyścigu wielobojowym (omnium) na torze. Jest sprinterem, świetnym torowcem.

Kolumbijczycy w kolarstwie zachwycają jednak przede wszystkim w górach. To nie tak długa historia. Lucho Herrera, pierwszy z nich, pokazał się światu w latach 80. Pięciokrotnie wygrywał klasyfikację górską wielkich tourów, w 1987 roku był pierwszy w Vuelcie. Fabio Parra charakteryzował się większą wszechstronnością, ale też dobrze radził sobie na wysokościach. W 1988 roku zajął trzecie miejsce w Tour de France.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Kajakarstwo
Igrzyska w Paryżu. Dorota Borawska nadzieją na medal
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
kajakarstwo
Igrzyska w Paryżu. Polscy kajakarze celują w złoto
Inne sporty
Tadej Pogacar prowadzi w Tour de France
Inne sporty
Grand Prix teatrem jednego aktora. Bartosz Zmarzlik pobił rekord i wraca do domu
Inne sporty
Tour de France. Tadej Pogacar rusza po dublet, Michał Kwiatkowski pomoże rywalowi