Przeminął Warsaw Cup by Heros (1995 – 2000), który dał warszawskim widzom kontakt z zawodowym tenisem. Odszedł w niebyt J&S Cup (2002 – 2007), dzięki któremu zobaczyliśmy największe gwiazdy: Justine Henin, Venus Williams, Kim Clijsters i Amelie Mauresmo.
W oczekiwaniu na nowy turniej WTA, który od 2009 roku obiecują kibicom organizatorzy, udało się zaprosić do stolicy sławne tenisistki. Nie pozwolą zapomnieć o tym, co widzieliśmy przez minione lata.
Przyjechała ciekawa szóstka. Jeśli brać pod uwagę zasługi, to numer 1 należy się Lindsay Davenport, która dziś jest dopiero 25. w rankingu WTA, ale to raczej wynik przerwy na macierzyństwo niż osłabienia siły gry. Była pierwsza rakieta świata i trzykrotna mistrzyni wielko-szlemowa była w przeszłości zapraszana do Warszawy, lecz odmawiała – jak wiele tenisistek i tenisistów z USA nie przepadała za grą na europejskich kortach ziemnych.
Najwyżej klasyfikowaną tenisistką będzie Swietłana Kuzniecowa (nr 4 WTA), dobra znajoma z Warszawianki. Przegrała tu w trzech finałach.
Z Moskwy przybyły Jelena Dementiewa (9. WTA) i Maria Kirilenko (27.). Reprezentują różne pokolenia rosyjskiego tenisa, ale na obie patrzy się z przyjemnością, także poza kortem. Agnieszka Radwańska (15. WTA) we wtorek w Warszawie pokazała mediom swoją reklamę telewizyjną proszku Ariel, ale miała też złą wiadomość: cierpi na zapalenie uszu. Mimo to obiecała dobry mecz z Martą Domachowską (81. WTA).