Ulihrach to nie byle kto. 3,5 mln dol. na koncie, kiedyś 22. na świecie. Spędził już kawał czasu w tym biznesie. Gdy wyszedł grać w Szczecinie z Janowiczem, myślał, że po profesorsku pokaże młodemu rywalowi, gdzie jego miejsce.
Nie przewidział, że sportowe dojrzewanie Polaka, nie tak dawno finalisty Roland Garros i US Open juniorów, będzie tak szybkie. To już nie tylko potężny serwis (231 km/godz. – rekord życiowy), ale i spokój w wymianach, groźny forhend oraz wiara w siebie. Była w czwartek potrzebna, gdy Polak przegrywał w pierwszym secie 3:5, a potem wygrał tego seta i mecz. Przyspieszony awans do czwartej setki rankingu ATP Janowicz ma zagwarantowany, trochę gorzej jest z planowaniem co dalej, bo od stycznia zniknie z rękawa naszywka PZT Prokom Team.
Gdy na turniej w Szczecinie nie przyjechał Jo-Wilfried Tsonga, wydawało się, że trudno będzie o większe atrakcje. Po raz pierwszy w historii tego challengera okazało się, że w singlu zadbali o nie Polacy. Łukasz Kubot , Janowicz i Gawron w ćwierćfinale to dobra zamiana za Tsongę.