Zna pan Maję Chwalińską od dawna. Jakie ma pan pierwsze wspomnienia z nią związane?

Pamiętam, gdy jako 10-latka wygrała w Bielsku-Białej turniej wojewódzki w kategorii do lat 12. Mierzyła się z zawodniczkami starszymi od siebie, a zwyciężyła z niesamowitą pewnością i przewagą. Było widać, że warunki fizyczne nie są jej mocną stroną, a w tenisie dziecięcym ta różnica jeszcze mocniej rzuca się w oczy. Wygrywała dzięki inteligencji w grze, wykorzystaniu geometrii kortu i rozrzucaniu rywalek po korcie.

Zawsze musiała radzić sobie z silniejszymi rywalkami. Teraz to procentuje?

To zmuszało ją do rozwijania takiego, a nie innego stylu, ale od zawsze sobie świetnie radziła. Przypomnę, że zdobyła drużynowe mistrzostwo Europy do lat 14, rok później w parze z Igą Świątek wywalczyła złoto w kategorii młodzików, a indywidualnie triumfowała w kategorii do lat 16. Te osiągnięcia pokazują, że Maja od początku „miała papiery na granie”.

Długo była w cieniu Igi.

Iga zaczęła odnosić wielkie sukcesy sześć lat wcześniej. Maja miała wzloty i upadki. Umiała się zadomowić w rankingu WTA między 110. a 180. miejscem na świecie, ale nie potrafiła wykonać kroku do przodu. W tenisie ciężka praca zaczyna się finansowo zwracać, kiedy wejdzie się do czołowej „100” rankingu. Cieszę się, że się to w końcu udało. Bardzo wielu ludzi wątpiło, że Maja da radę odnieść wielki sukces. Uważali, że w turniejach juniorskich jeszcze da radę się prześlizgnąć mimo braku centymetrów, ale potem przepadnie. Pytali: „Po co PZT inwestuje w nią tyle pieniędzy?”. A Maja od początku była objęta naszym wsparciem w ramach programu PZT Team – najpierw finansowanego przez Lotos, a teraz przez LOTTO. Mieliśmy rację. Trzeba jednocześnie pamiętać, że w zakresie starań o dofinansowanie mamy o wiele trudniej niż inne dyscypliny, gdzie można zdobywać medale na różnych dystansach czy w wielu kategoriach wagowych.

Czytaj więcej

Roland Garros. Maja Chwalińska idzie w ślady Igi Świątek. Mamy wielkoszlemowy finał w Paryżu!

Przez wiele lat nie mieliśmy gwiazd.

Kiedy Agnieszka Radwańska kończyła karierę, już startowała Iga Świątek, przed którą jeszcze wiele lat gry. Teraz dołączyła Chwalińska, a blisko czołówki są Magda Linette i Magdalena Fręch. Młode pokolenie widzi, że się da. Wiele osób spotykało się na kortach z Mają, obserwowało ją na żywo, podziwiało. Mogą sobie powiedzieć, jak kiedyś Kamil Stoch, że „ja też będę tak skakał”. Ta bliskość i namacalność idoli inspiruje młodych.

Chciałoby się, żebyśmy osiągnęli kiedyś poziom Hiszpanii.

Hiszpanie i w ogóle tenisiści z Ameryki Południowej mają łatwiej dzięki łagodnemu klimatowi. Tam wystarczy wybudować kort, a u nas trzeba postawić halę, która jest dużo droższa, bo między wrześniem a kwietniem nie da się grać na świeżym powietrzu. To sprawia, że tenis wymaga u nas większych inwestycji.

Czytaj więcej

Nieobliczalna Maja Chwalińska. Rywalki mogą się tylko ironicznie uśmiechać

W przypadku Mai Chwalińskiej problemem były na początku pieniądze na treningi?

Na początku miała trenera z pasją, który szukał dla swoich grup wsparcia i znalazł je w Urzędzie Miasta Dąbrowy Górniczej. Potem wsparł ją Piotr Szczypka z Bielska-Białej, który stworzył klub i jest z Mają do dziś jako menedżer. Postawił na Maję, nie wiedząc, jak jej historia dalej się potoczy. Dziś wszyscy są wygrani.

Na dole piramidy szkoleniowej jest już wystarczająco dużo dzieci?

Kiedyś było ich dużo mniej, teraz mamy chociażby do dyspozycji więcej hal. Trzeba pamiętać o tym, że PZT nie jest tak dofinansowany pod kątem szkolenia, jak chociażby PZPN, który dostaje od Ministerstwa Sportu i Turystyki 40 mln zł na certyfikację szkółek. Nasz sport jest bardzo drogi, a kluby dostają grosze. Teraz na większe wsparcie mogą liczyć siatkówka, koszykówka czy piłka ręczna. Następny w kolejce powinien być tenis. Jeśli zainwestujemy odpowiednie pieniądze w popularyzację oraz szkolenie, to więcej dzieciaków będzie miało szansę, żeby stać się „kolejną Mają Chwalińską”. Ona sama przygodę ze sportem zaczęła przecież od naszej Tenisowej Talentiady.

Dariusz Łukaszewski, prezes Polskiego Związku Tenisowego

Dariusz Łukaszewski, prezes Polskiego Związku Tenisowego

Foto: PAP/Łukasz Szeląg

Więcej sukcesów mamy w tenisie kobiecym. Z czego to wynika?

Nie jest tak, że nie mamy zdolnych chłopaków. Rok temu Alan Ważny wygrał juniorski Wimbledon w deblu. Są Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak, a dobrze rozwijają się Maks Kaśnikowski i Tomasz Berkieta. Wierzę, że niedługo będzie o nich głośno.

Można liczyć na dziką kartę dla Mai w Wimbledonie?

Wimbledon rządzi się swoimi prawami, to dość konserwatywna organizacja. Niemniej wspólnie z teamem Mai Chwalińskiej robimy wszystko, aby zmaksymalizować jej szanse na występ w turnieju głównym bez eliminacji.