Porażka w pierwszym meczu dawno się Polce nie zdarzyła. Ostatni raz ta przykrość spotkała ją w kwietniu, podczas turnieju w Miami. Wtedy lepsza okazała się młoda Portugalka Michelle Larcher de Brito. W styczniu rozpoczęła sezon w Hobart od przegranej z Flavią Pennettą.
W środę w Pekinie Agnieszka wznowiła przerwany przez deszcz mecz z Chinką od stanu 0:3. Żadnego przełomu nie było, chociaż było sześć szans na zdobycie gema przy serwisie rywalki. Wykorzystała tylko jedną, a Jie Zheng aż pięć z siedmiu. To zwycięstwo było ważne dla gospodarzy, bo dzień wcześniej z turnieju odpadły cztery ich reprezentantki i chińska duma cierpiała. Ze względu na przełożone spotkanie singlowe Polka ma dopiero dziś pierwszy mecz deblowy, gra z Argentynką Giselą Dulko przeciw Jie Zheng i Zi Yan. Może będzie mały rewanż.
Menedżer sióstr Radwańskich Victor Archutowski twierdzi, że Agnieszka Radwańska jest już trochę zmęczona długim sezonem, przede wszystkim psychicznie. – Grała w tym roku dużo, 65 meczów singlowych i 26 deblowych w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy. Solidna dawka, zwłaszcza dla 19-letniej dziewczyny – mówi. Do tych spotkań trzeba dodać start olimpijski, spotkania w rozgrywkach Pucharu Federacji oraz kontraktowe mecze w lidze czeskiej.
– To sezon, w którym awansowała z 29. miejsca do dziesiątki najlepszych, ten skok ma swoją cenę. Zawsze pod koniec roku lepiej grają te, które wcześniej miały przerwy, leczyły kontuzje i zostały im rezerwy na jesień. Doświadczone tenisistki potrafią czasem zrezygnować z jakiegoś turnieju. Te młodsze, które jak Radwańska wspinają się szybko w rankingu, muszą walczyć więcej – dodał menedżer.
Na razie nie ma powodu, by Polka rezygnowała z udziału w zaplanowanych turniejach w Stuttgarcie (od 29 września) i Zurychu (13 października).