Rz:Przegrać z taką zawodniczką to nie wstyd, ale porażki aż tak bolesnej chyba pani się nie spodziewała?
Agnieszka Radwańska:
Swietłana grała dziś za dobrze, by nawiązać z nią walkę, dużo lepiej niż w ostatnich tygodniach. To jest wciąż świetna zawodniczka na kortach ziemnych, gra bardzo agresywnie przy uderzeniach z obu stron. Znała dziś odpowiedź na wszystkie moje uderzenia. Po kilkunastu minutach było już 5:0 i czułam, że nie mogę nic zrobić. Właśnie początek meczu miał decydujące znaczenie.
W drugim secie była szansa, by coś zmienić...
Tak, gdy Swietłana prowadziła 3:2 i serwowała, było 40:15 dla mnie. Gdybym wtedy zagrała lepiej, może wynik byłby inny. Ale się nie udało. To zawsze przykre przegrać w pierwszym tygodniu wielkoszlemowego turnieju, tym bardziej, że nie czuję, bym grała źle.
Czy turniej w Brukseli – tuż przed Roland Garros – i wczorajszy długi mecz deblowy miały wpływ na pani postawę?
Nie wydaje mi się, bym przegrała z powodu zmęczenia. Kiedy poczuję, że debel przeszkadza mi osiągać jeszcze lepsze wyniki w singlu, podejmę stosowne decyzje. Wiadomo, że mecze na kortach ziemnych są bardziej męczące, ale nawet w tej sytuacji nie tłumaczyłabym swojej porażki ani występem w Brukseli, ani deblem w Paryżu.
Co teraz? Jedzie pani z siostrą do Anglii czy wraca do Krakowa?
Urszula będzie grała w przyszłym tygodniu w Anglii, by zwiększyć swoje olimpijskie szanse, a ja pojadę trenować do Krakowa. W Anglii przed Wimbledonem zagram dopiero w Eastbourne.