Zszedł z kortu z pompą należną wielkim mistrzom, bo też tak trzeba go traktować. Zagrał na swojej ziemi, przed rodakami w turnieju ATP w Bazylei. Co z tego, że odpadł już w pierwszej rundzie z Jirim Lehečką. I tak zasłużył na uznanie, bo nie każdy wytrzymałby na zawodowych kortach do 41. roku życia, w dodatku wracając po licznych kontuzjach. Wawrinka miał przerwy, a potem się podnosił, ale już Andy'ego Murraya pokonało zdrowie.
Kilka lat temu podczas internetowej rozmowy Novak Djoković zażartował, jaki jest sekret długowieczności Szwajcara i tego, że ciągle wygląda tak dobrze. Wawrinka odpowiedział, że musi Djokovicia zmartwić, bo na pewno nie jest to dieta bezglutenowa, z której znany jest serbski tenisista.
Stan Wawrinka trafił na erę gigantów. Ale rzucił im wyzwanie
W końcu jednak i on stwierdził, że czasu nie oszuka, pora powiedzieć dość i rok temu ogłosił, że sezon 2026 będzie jego ostatnim. Szwajcarska publiczność pożegnała go z wielkim wzruszeniem, a Wawrinka robił, co mógł, żeby wygrać jeszcze jeden mecz.
Czytaj więcej
Skalą talentu Gaël Monfils dorównywał największym tenisistom swojego pokolenia. Życiowa i sportowa nonszalancja odebrała mu wiele trofeów. 40-letni...
W innym kraju mógłby być najbardziej uwielbianym tenisistą i największą gwiazdą, ale miał pecha urodzić się w Szwajcarii w czasach króla Rogera Federera i nie miał szans wyjść z jego cienia. Oczywiście, razem zdobyli mistrzostwo w deblu podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie (2008) i wygrali Puchar Davisa w 2014 r., ale tenis to głównie sport indywidualny i najbardziej liczą się ci, którzy zdobywają tytuły w singlu.
A w tym przypadku Wawrinka miał poczwórnego pecha. Pewnie gdyby grał w innych czasach, odniósłby więcej sukcesów, bo z jego warunkami fizycznymi, jednoręcznym bekhendem i potężnym serwisem, mógłby seryjnie wygrywać turnieje Wielkiego Szlema. Tymczasem zwyciężył na tym poziomie jedynie trzy razy: w Australian Open (2014), Roland Garros (2015) i US Open (2016), a w Wimbledonie doszedł najwyżej do ćwierćfinału.
Trafił na złotą erę męskiego tenisa, kiedy sukcesy dzielili między siebie Federer, Djoković i Rafael Nadal, i każdy z nich miałby pełne prawo, żeby uważać się za najlepszego zawodnika swoich czasów, a może nawet w historii. Jako ten czwarty przez pewien czas był wymieniany Murray, a Wawrinka starał się pomiędzy nimi wywalczyć dla siebie jak największy kawałek tortu.
Tamci trzej (a niekiedy czterej) rządzili na światowych kortach niemal niepodzielnie w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku i tylko z rzadka dopuszczali innych na szczyt. Zawsze któryś z nich był w formie i pilnował tronu. Dość powiedzieć, że Wawrinka w 2014 r. został pierwszym zawodnikiem spoza „wielkiej czwórki”, który wygrał turniej wielkoszlemowy od czasu zwycięstwa Juana Martína del Potro w US Open 2009.
Czytaj więcej
Niespodzianki w Ningbo nie było. Katarzyna Kawa przegrała w ćwierćfinale z Jeleną Rybakiną 1:6, 6:3, 1:6, ale zostawiła po sobie bardzo dobre wraże...
Mimo wszystko był bardzo blisko szczytu i był tym piątym w światowym tenisie, o którym nigdy nie można było zapominać, zwłaszcza w latach 2014-2016, kiedy wygrał trzy turnieje Wielkiego Szlema i trzy razy był w półfinale, ale nawet takie sukcesy dały mu awans „jedynie” na trzecie miejsce w rankingu ATP. Może nigdy nie błyszczał na kortach trawiastych, ale na ziemi ogrywał Federera, a na kortach twardych pokonywał Nadala. Djokovicia ograł i tu, i tu: najpierw w finale Roland Garros, a potem w finale US Open.
W 2017 r. był jeszcze blisko szczytu. Dotarł do półfinału w Melbourne, walczył w finale Roland Garros, a potem przyszedł fatalny Wimbledon, gdzie doznał kontuzji kolana już w pierwszej rundzie i na kilka miesięcy wypadł z zawodowego grania. Po tej przerwie już nie wrócił do najwyższej formy, trzy razy dotarł do ćwierćfinału w Wielkim Szlemie i było widać, że powoli będzie schodził ze sceny, chociaż do samego końca i do ostatniej kropli chciał wycisnąć swoją karierę.
Co Stan Wawrinka będzie robił po zakończeniu kariery?
Potrafił wygrywać z „wielką czwórką”, najlepszy bilans ma z Murrayem, ale nawet do Brytyjczyka nie chce być porównywany, bo jego 46 zwycięskich turniejów i w sumie 11 wielkoszlemowych finałów to znacznie więcej niż ugrał on sam. Wawrinka twierdzi, że po prostu miał szczęście, mogąc z takimi gigantami rywalizować na korcie. Federer i Djoković nagrali dla niego specjalne pożegnania. Wiedzieli, że walczył z nimi na tyle, na ile pozwalał mu poziom talentu.
Czytaj więcej
Po skręceniu kostki w pierwszej rundzie Wimbledonu nie można było oczekiwać od Mai od razu zwycięstw. Dla każdego, kto zachowuje zdrowy rozsądek, b...
Tenisowi poświęcał się do tego stopnia, że niespełna rok po narodzinach córki wyprowadził się z domu, żeby zamieszkać oddzielnie, bo zdawał sobie sprawę, że przed nim jeszcze tylko kilka lat gry na najwyższym poziomie. Potem wrócił do rodziny, ale ostatecznie rozwiódł się z żoną w 2015 r.
Teraz, w wieku 41 lat, znów otwiera nowy rozdział w życiu i jak sam zapewnia, nie boi się pustki, ale ma sporo pomysłów. Może zostanie producentem filmowym, bo ma już na swoim koncie jeden obraz (komedię „Dom pogodnej starości” z 2022 r.), w którym wystąpił nawet Gerard Depardieu. W Bazylei zdradził, że interesuje się sektorem finansowym i kryptowalutami. Nie wyklucza też, że pozostanie przy tenisie. Na razie daje sobie czas, żeby zobaczyć, w którą stronę ciągnie go najmocniej. Nigdzie nie musi się spieszyć. Dzięki bogatej karierze starczy mu na dostatnie życie.