W poniedziałek Maja Chwalińska pożegnała się – już w pierwszej rundzie – z Wimbledonem. Polka przegrała z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii po tym, jak doznała urazu. Głos w sprawie zabrał teraz Piotr Szczypka. W rozmowie z Interią menedżer Chwalińskiej mówił o stanie zdrowia polskiej zawodniczki. 

„Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego”. Menedżer Chwalińskiej wstrząśnięty

Choć spotkanie z Mananchayą Sawangkaew miało być dla Polki dobrą rozgrzewką przed większymi wyzwaniami na londyńskiej trawie, okazało się końcem jej przygody na Wimbledonie. Wszystko przez kontuzję stawu skokowego, której Maja Chwalińska doznała w drugim secie, gdy miała piłkę meczową. Potrzebna była pomoc medyczna. Widać było, że Chwalińska odczuwa ból i dyskomfort. I choć Polka wróciła do gry, Tajka zaczęła osiągać wyraźną przewagę i zapisała seta na swoim koncie. 

– Nie wiem, co powiedzieć, naprawdę. Tak trudno znaleźć właściwe słowa. Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego, żeby z piłki meczowej w taki sposób potoczyły się wydarzenia. To jest okropne uczucie, gdy ktoś bliski tak cierpi, a ty nie możesz mu pomóc. Tu już nawet nie chodzi o sport – powiedział w rozmowie z Interią Piotr Szczypka, menedżer Mai Chwalińskiej. 

Czytaj więcej

Wimbledon: Maja Chwalińska walczyła z rywalką i urazem. Przegrała

Szczypka podkreślił też, że „Maja na pewno nie chciała schodzić z kortu”. – Bo kiedyś jej się to przytrafiało, nie jest to fajne uczucie. A tutaj Wimbledon, przyszło mnóstwo ludzi, chciała dać wszystko, co miała. Walczyła sama ze sobą, ale organizmu w takim stanie nie okłamiesz. Skurcze miała w całym ciele, więc choćbyś nie wiem, jak próbował przetrawić to, nie sposób - powiedział. – Wszyscy widzieliśmy to samo. Jeśli ciało odmawia posłuszeństwa, to nie da się grać, żeby nie wiem jak głowa chciała dalej - dodał w rozmowie z Interią. 

Nawierzchnie do gry w tenisa

Nawierzchnie do gry w tenisa

Foto: PAP

Od wielkiego sukcesu do wielkiego pecha. Droga Chwalińskiej do Wimbledonu

Maja Chwalińska otrzymała dziką kartę, dzięki czemu mogła zagrać w wielkoszlemowym Wimbledonie bez udziału w kwalifikacjach.

Wcześniej Chwalińska doszła do finału Roland Garros, co było największym sukcesem w jej dotychczasowej karierze. Zajmuje obecnie 21. miejsce w rankingu WTA, co daje jej gwarancję udziału w turniejach wielkoszlemowych bez kwalifikacji, ale przy ustalaniu uczestniczek tegorocznego Wimbledonu pod uwagę brano ranking sprzed turnieju w Paryżu, a wtedy Polka była notowana na 114. miejscu, co oznaczało, że do głównego turnieju – jak w przypadku Roland Garros – musiałaby się przebijać przez trzystopniowe kwalifikacje. 

Chwalińska w finale Roland Garros przegrała ze znacznie wyżej notowaną Rosjanką Mirą Andriejewą (obecnie jest 5. w rankingu WTA) 3:6, 2:6. Wcześniej jednak wyeliminowała wiele wyżej notowanych tenisistek – m.in. Chinkę Qinwen Zheng (mistrzynię olimpijską), ale też Rosjankę Annę Kalinską czy Marię Sakkari. 

Czytaj więcej

Wimbledon: Maja Chwalińska z dziką kartą

Polacy zagrają jeszcze na Wimbledonie 

Mimo że Wimbledon zaczął się dla Mai Chwalińskiej pechowo, to czeka nas więcej polskich emocji. W poniedziałek Hubert Hurkacz sprawił miłą niespodziankę polskim fanom tenisa – w I rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu uporał się w trzech setach – 6:4, 6:2, 7:6 (9-7) – z 12. tenisistą świata Casperem Ruudem.

Czekają nas także dwa polsko-rosyjskie pojedynki: Magda Linette – Mirra Andriejewa (5. WTA) i Magdalena Fręch – Anna Kalinska (20).

Czytaj więcej

Wimbledon: Świetny występ Huberta Hurkacza. Gra dalej!

We wtorek do gry wejdą Iga Świątek i Kamil Majchrzak. Iga obronę tytułu zacznie o 14.30 meczem z Amerykanką Taylor Townsend (79). Kamil dwie godziny wcześniej zmierzy się z Chilijczykiem Alejandro Tabilo (33. ATP), z którym poniósł porażkę w pierwszej rundzie Roland Garrosa.

Majchrzak zagra też w deblu razem z Karolem Drzewieckim. Polacy skorzystali na tym, że z rywalizacji wycofali się Włoch Mattia Bellucci i Amerykanin Ethan Quinn.