Czego potrzeba, by pokonać w prestiżowym turnieju najlepiej serwującą zawodniczkę w turze? Chętnie
zapytałbym panią Ewę Woydyłło, ale wiem, że nie odpowie. Więc ją wyręczę. Potrzebny
jest serwis. Cierpliwość i konsekwencja. No i trzeba być Igą Świątek, a nie
Coco Gauff, która przegrała z Rybakiną w półfinale. Gauff to znakomita atletka; Idze też nie brakuje siły fizycznej. Ale godzina piętnaście minut na centralnym korcie w Toronto dowiodła, że wygrywa
mental. Siła spokoju, czego tak bardzo brakowało Idze w ostatnim czasie.
Tenisowo mecz nie był porywającym widowiskiem. Fajerwerków było mało. Kilka arcybłyskotliwych
piłek, częściej zresztą w wykonaniu Rybakiny niż Igi Świątek. To ona miała dwa
razy więcej winnerów.