Selekcjoner Jan Urban i jego piłkarze podkreślali, że nie przylecieli do Sztokholmu po jakąś sportową zemstę, ale trudno uwierzyć, że starcie ze Szwedami traktowali jak kolejne spotkanie.

Takie rzeczy trudno wymazać z pamięci. Tym bardziej, że w marcu Polacy rozegrali tu jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach, a i tak w walce o wyjazd na mistrzostwa świata zeszli pokonani.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Reprezentacja Polski? Drużyna na pół meczu

Szwecja – Polska. Robert Lewandowski został na ławce

Jeśli piłkarze Urbana mieli pozbyć się szwedzkiego kompleksu, to zanotowali falstart. Już po ośmiu minutach musieli odrabiać straty. Żaden z obrońców nie wybił dośrodkowania w pole karne, piłkę trącił głową Victor Lindeloef, a przed bramką dopadł do niej Benjamin Nygren i pokonał Marcina Bułkę.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Polska – Bośnia i Hercegowina, czyli flaki z olejem

Szwedzi wyszli na prowadzenie, a potem oddali piłkę Polakom niczym w marcowym barażu. Aktywny w naszej drużynie był zwłaszcza Wiktor Nowak, który do kadry wchodzi tak jak do ligi czeskiej i Ligi Mistrzów: z drzwiami i futryną. Polacy szturmowali pole karne gospodarzy, świetnej okazji nie wykorzystał Matty Cash, ale jeszcze przed przerwą po ładnej zespołowej akcji wyrównał Sebastian Szymański.

Urban sporo namieszał w składzie, ale były to zmiany spodziewane, skoro jego wybory personalne nie sprawdziły się w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną (0:0). W porównaniu do meczu w Warszawie w wyjściowej jedenastce pojawiło się pięć nowych twarzy, oprócz Nowaka: Przemysław Wiśniewski, Tymoteusz Puchacz, Nicola Zalewski i Mateusz Żukowski. Selekcjoner zdecydował się dodatkowo na powrót do ustawienia z trójką obrońców.

Żukowski zastąpił w ataku Roberta Lewandowskiego, ale trudno mówić o zaskoczeniu. Było wiadomo, że kapitan kadry nie zagra we wszystkich meczach, poza tym w spotkaniu z Bośnią był jednym z najsłabszych zawodników.

Czytaj więcej

Tymoteusz Puchacz: Moja historia to świetny przykład, żeby się nie poddawać

Urban nie zamierzał wystawiać go na siłę, wyłącznie za nazwisko i dawne zasługi. Kamery co jakiś czas pokazywały Lewandowskiego siedzącego na ławce, bo to widok bardzo rzadki. Zwykle jeśli nie grał w kadrze, to ze względu na kontuzję albo po prostu chęć odpoczynku. Teraz powód był inny, choć selekcjoner próbował przekonywać, że gorszy występ kapitana przeciw Bośniakom nie miał wpływu na jego decyzję.

– Rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że tak będzie najlepiej. Na pewno dzisiaj Robert czuje się już lepiej, a w kolejnym spotkaniu będzie sobą – opowiadał Urban w rozmowie z TVP Sport.

Kiedy kolejny mecz Polaków w Lidze Narodów?

Po znakomitej końcówce pierwszej połowy, w drugiej Polacy przestali błyszczeć. Wyglądało to tak, jakby przerwa wybiła ich z rytmu. Cały wysiłek poszedł na marne, gdy w 64. minucie zostawili za dużo miejsca w polu karnym Yasinowi Ayariemu, ten przymierzył i trafił na 2:1. Niestety nie wyciągnęli wniosków, bo kilka minut później pozostawili tym razem bez opieki Viktora Gyokeresa, który wykorzystał efektowne podanie Patrika Walemarka z Lecha Poznań i całkowicie rozwiał nadzieję naszego zespołu na dobry wynik.

Czytaj więcej

Liga Narodów. Falstart Jürgena Kloppa, grecka tragedia Niemców

Urban przeprowadził kilka zmian, wpuścił na boisko także Lewandowskiego, ale przez te kilka minut, które otrzymał, kapitan nic już nie był w stanie zrobić. Może poda pomocną dłoń drużynie w piątek, kiedy Polacy zmierzą się w Warszawie z najsłabszą w grupie Rumunią, która poniosła dotąd dwie porażki (przegrała zarówno ze Szwecją, jak i z Bośnią i Hercegowiną).

Kto wie, czy tej pomocnej dłoni nie będzie potrzebował najbardziej Jan Urban. Od pewnego czasu pojawiają się spekulacje, że notowania selekcjonera u prezesa PZPN Cezarego Kuleszy spadły i tymi jesiennymi meczami w Lidze Narodów walczy o swoją posadę. Jeśli to prawda, to nadchodzą dla niego sądne dni.