28-latek dwa tygodnie temu zrezygnował z występu w Miami, nieobecność tłumacząc kontuzją pleców. Teraz możemy się jedynie domyślać, że przyczyny są podobne i Polak wciąż zmaga się z problemami zdrowotnymi. Wedle niektórych mogą być one związane również z ubiegłoroczną operacją kolana po urazie, którego Hurkacz doznał w trakcie Wimbledonu. Nasz tenisista długo wracał wówczas do zdrowia i najwyraźniej wciąż go szuka.
Wrocławianin w tym roku zagrał w czterech turniejach, ale zadowolony mógł być tylko z jednego, gdy w Rotterdamie, dopiero w półfinale, przegrał z Carlosem Alcarazem. Tamta impreza dawała nadzieję. Polak grał dobrze, pokonał m. in. Andrija Rublowa, i pisaliśmy, że „jego tenis znów cieszy oko”.
Czytaj więcej
Jannik Sinner ostatni raz zagrał w tenisa podczas Australian Open. Pod jego nieobecność w męskim...
Hubert Hurkacz nie zagra w Monte Carlo. Optymizm gaśnie
Optymizm, którym Hurkacz nakarmił nas w Rotterdamie, szybko zgasł. Polak tydzień później w Marsylii odpadł po jednym, a w Indian Wells – po dwóch meczach. Nasz najlepszy tenisista w tym roku, podczas imprez singlowych, pokonał jedynie Tallona Griekspoora (ATP 40), Flavio Cobolliego (ATP 35), Jiriego Leheckę (ATP 24), Rublowa (ATP 10) oraz Hugo Gastona (ATP 93), choć mowa o zawodniku, który nie kryje się z marzeniami o wielkoszlemowych triumfach.
Problemy zdrowotne sprawiają, że trudno stwierdzić, na ile Hurkaczowi przysłużyły się zmiany – rakiety, partnera sprzętowego oraz sztabu szkoleniowego (tenisem Polaka opiekują się dziś Nicolas Massu oraz, jako mentor, Ivan Lendl).