Polki po piątkowej, sześciogodzinnej przeprawie z Hiszpankami, znów zabrały kibiców na przejażdżkę kolejką górską. Drabinka turnieju już w ćwierćfinale skazała na siebie dwie drużyny typowane do walki o trofeum, więc na korcie kipiało od emocji. Jednostronny był tak naprawdę tylko pierwszy set meczu Magdaleny Fręch (WTA 25) z Marie Bouzkovą (WTA 45). Później napięcie już tylko rosło.
Fręch wyszła na kort po wakacjach, co było w jej grze widać. Polka, słynąca z uważności oraz wytrwałości, tego dnia była niedokładna i popełniała dużo błędów. Bouzkova szybko przejęła więc inicjatywę. To ona grała ofensywnie, narzucała ton wymianom. Wygrała pierwszego seta 6:1, partia trwała 27 minut. Wymiany sprinterskie wkrótce zaczęły jednak zastępować maratony.