Pierwsza była Iga. Wygrała 6:1, 6:3 z Chinką Zhu Lin na korcie numer 1. Początkowo trybuny nie zapełniły się po brzegi, bo silną konkurencją, także dla wielu dziennikarzy, było spotkanie Novaka Djokovicia z Pablo Cachinem na korcie centralnym.
Kto przyszedł najpierw oglądać Świątek, jednak nie narzekał, bo spotkanie było dynamiczne i pokazało, że mistrzyni Roland Garros w tym roku może jeszcze nie kocha, ale już na pewno nie obawia się trawy.
Czytaj więcej
Iga Świątek w pierwszym wimbledońskim meczu pokonała Chinkę Zhu Lin 6:1, 6:3. Oglądający byli zgo...
Tylko pierwszy gem trwał całe pięć minut, zapoznanie obu pań z tegoroczną nawierzchnią chwilę zajęło, tym bardziej że doświadczona Chinka miała pewne argumenty, by przedłużać wymiany zza końcowej linii. Przyspieszenia Polki były jednak znakomite. Lubiąca stały rytm gry rywalka nie radziła sobie ze zrywami Świątek, a jeśli dobiegała ambitnie do piłek, to tylko po to, by wysyłać je daleko za linię lub w siatkę.
Już na początku spotkania przyszło przełamanie serwisu pani Lin, potem zaraz drugie i kto czekał na jakiekolwiek potknięcie Igi, doczekał jedynie niegroźnego poślizgu Polki przy stanie 4:0. Po nim nic się nie zmieniło, przewaga Świątek nadal rosła.