Kilka dni temu Polak rozpoczął tegoroczny sezon na ceglanej mączce w Estoril i zagrał w Portugalii tylko jeden mecz. Solidny Hiszpan Bernabé Zapata Miralles (43. ATP) wygrał z Hubertem 6:7 (7-9), 6:4, 6:2. 

W Monte Carlo, w znanym turnieju z cyklu ATP Masters 1000, który jest otwarciem gry na kortach ziemnych dla większości sław ATP Tour (w drabince są m. in. Novak Djoković, obrońca tytułu Stefanos Tsitsipas, Casper Ruud i Daniił Miedwiediew, brakuje z pierwszej dziesiątki rankingu tylko Carlosa Alcaraza i Feliksa Auger-Aliassime’a, a Rafael Nadal nie jest wciąż gotów do powrotu) można było oczekiwać nieco lepszego startu, tym bardziej, że Hurkacz rok temu awansował tam do ćwierćfinału.

Serb Laslo Djere (58. ATP), choć w tym roku nie gra nadzwyczajnie (jedynym zauważalnym sukcesem było pokonanie Ruuda w Auckland), w niedzielnym meczu na korcie im. Rainiera III okazał się rywalem trudnym. Nie grał wybitnie, ale zaciętości wystarczyło mu niemal do końca spotkania, czyli grubo ponad trzy godziny. O wygranej Huberta Hurkacza przesądził lepszy serwis, zwłaszcza w finałowym secie, może także trochę lepsza kondycja, ale każdy, kto oglądał spotkanie widział, że w grze polskiej rakiety nr 1 widać jeszcze sporo luk.  

Czytaj więcej

Tomasz Wiktorowski, trener Igi Świątek: Najważniejsza jest wiara

Może lepiej będzie we wtorek, gdy w drugiej rundzie Hurkacz zagra z lepszym w poniedziałkowym meczu Argentyńczyka Sebastiana Baeza (32. ATP) z Brytyjczykiem Jackiem Draperem (61. ATP). Polak zgłosił się także do turnieju deblowego w parze z Bułgarem Grigorem Dimitrowem.