Kibice, którzy wypełnili halę zobaczyli to, po co przyszli - demonstrację siły Igi, która przyjechała na mecz reprezentacji Polski po siedemnastu zwycięstwach z rzędu.
Rywalka liderki światowego rankingu była bezradna, uśmiechała się czasem po zagraniach Igi jak ktoś, kto ma do czynienia z siłą wyższą, na którą nie można nic poradzić.
Czytaj więcej
Iga Świątek przyjechała do Radomia, by z koleżankami zagrać mecz z Rumunią. Jeśli Polki wygrają, jesienią wezmą udział w finale Billie Jean King Cup.
Być może w sobotę podczas meczu Igi z pierwszą rakietą Rumunii (pod nieobecność Simony Halep, Sorany Cirstei i Eleny-Gabrieli Ruse) Iriną - Camelią Begu emocji będzie więcej, ale przesadnie na to liczyć nie można, bo Iga w obecnej formie jest dla większości rywalek nieosiągalna. Trzeba mieć nadzieję, że w poświątecznym tygodniu na ziemnym korcie w Stuttgarcie dostaniemy tego kolejne dowody.
W sobotę o 11.00 Świątek zagra z Begu i jeśli wygra zdobywając dla Polski trzeci punkt, drugiego singla już nie będzie, w meczu towarzyskim zaprezentują się tylko deblistki (w Pucharze Bille Jean King mecz wygrywa drużyna, która zdobędzie trzy punkty).
Wszystkie oczy w Radomiu zwrócone były na Igę, ale Magda Linette też zasługuje na uznanie za zwycięstwo nad Begu. Mecz zaczęła znakomicie wydawało się, że emocji nie będzie i publiczność do żywszej reakcji zmusi tylko aparatura elektroniczna (to był pierwszy w Polsce mecz bez sędziów liniowych) wywołująca auty z taką mocą, że słychać było chyba w Górach Świętokrzyskich. Potem było już na szczęście ciszej, niestety ze strony Linette także.
Jak sama powiedziała na konferencji prasowej zaczęła grać wolniej a wtedy zwykle popełnia błędy. Pomimo to była szansa, by zakończyła ten mecz w dwóch setach (choć rywalka prowadziła w drugim 3:0), ale jednak potrzebny był set trzeci, na szczęście znów bez napięcia.
Linette przyznała, że odczuwa skutki zmiany czasu po przyjeździe z USA, czemu trudno się dziwić. Oby w Radomiu w nocy z piątku na sobotę spała dobrze.