Relacja z Londynu
W meczach 0-2, w setach 0-4, polski początek turnieju nie wypadł zachęcająco. Choć wyniki były identyczne (5:7, 3:6), to lepiej oglądało się spotkanie Linette z Samanthą Stosur niż mecz Kani z Samanthą Crawford.
Linette w wymianach dawała sobie radę, tylko serwis Stosur, grającej już nieco dostojnie, jeszcze sprawiał Polce kłopot. Kort nr 3 słusznie nagradzał brawami obie tenisistki, nawet jeśli na widowni także przewaga była po australijskiej stronie.
– Gdybym lepiej returnowała, mecz mógłby się odwrócić. Pierwszy raz grałam z tenisistką, która serwowała tak dobrze. Jednak wyjeżdżam z Londynu z przekonaniem, że nie było źle. W deblu nie wystartuję. Zacznę przygotowywać się do turniejów w Stanford, Montrealu i Nanchang – mówiła Magda Linette.
Paula Kania grała z Amerykanką Crawford trochę bez pomysłu, męczyła się z rywalką, która, przy wszystkich zaletach amerykańskiej szkoły, nie miała wielu atutów poza słusznym wzrostem i sporą siłą. Przegrać z taką – trochę żal. – Była lepsza, rozgrywała tak szybko piłkę, że nie mogłam nadążyć. No i ten potężny serwis. Ale wciąż lubię trawę, gra jest ciekawa – stwierdziła Polka. Zagra jeszcze w deblu, z Argentynką Marią Irigoyen.
Wtorek ma być znacznie lepszy, Agnieszka Radwańska pojawi się na korcie, by walczyć z Ukrainką Kateryną Kozłową. O rywalce świat wie niewiele, poza tym, że doścignęła pierwszą setkę rankingu WTA, ma 22 lata, mieszka w Moskwie oraz zdążyła być drugoplanową bohaterką małej afery dopingowej. Pierwszoplanową była dr Jelena Dorofiejewa z Ukrainy, którą Międzynarodowa Federacja Tenisowa niedawno odsunęła od sportu na cztery lata za przepisanie tenisistce rok temu środka stymulującego DMBA w odżywce.
Kozłowa została uznana za winną, dano jej pół roku wstecznej dyskwalifikacji, kara skończyła się w sierpniu 2015 roku.
Wimbledon wedle tradycji zaczyna się na poważnie na korcie centralnym, od meczu obrońcy tytułu. Novak Djoković wykonał zadanie bezbłędnie, wygrał z lokalnym bohaterem Jamesem Wardem 6:0, 7:6 (7-3), 6:4, pozostawiając wrażenie, że może znacznie więcej, niż pokazał w poniedziałek. Po pierwszym secie i kawałku drugiego prowadził 6:0, 3:0 i wydało się, że od tej chwili już tak bardzo Warda nie naciskał.
Jeśli wygra Wimbledon jeszcze raz, to przy okazji będzie zwycięzcą piątego turnieju wielkoszlemowego z rzędu, co jest wyczynem bez precedensu. Wszystkie opowieści o turnieju męskim sprowadzają się do kwestii: czy ktoś doścignie Novaka?
Lokalne media oczywiście mają gotową odpowiedź: Andy Murray nie ustanie w wysiłkach, a dyżurni eksperci, jak Nick Bollettieri, potwierdzają brytyjskie nadzieje.
Inni najbardziej koncentrują się na fakcie, że 2 mln funtów dla mistrza (i mistrzyni) to dziś znacznie mniej niż przed Brexitem i z każdym dniem ta kwota maleje, choć wciąż jest niemała i nominalnie prawie dwa razy większa niż pięć lat temu.
Premie rosną, poza nimi zmienia się niewiele – w kanale BBC2 wróciło codzienne podsumowanie „Today at Wimbledon" zamiast „Wimbledon2Day". Tenisiści i tenisistki na wózkach oprócz turniejów deblowych będą grali także singlowe (z pulą nagród po 200 tys. funtów).
W ramach walki z nielegalnymi zakładami zlikwidowano opóźnienia przekazu wideo ze wszystkich spotkań do firm bukmacherskich. Wimbledon po cichu wprowadził także własny sekretny program badań antydopingowych i niezależnych testów.
Duke of Kent przeciął uroczyście fioletową wstęgę, odsłaniając w parku Aorangi nową, wodną rzeźbę z brązu o nazwie „Alchemilla" autorstwa Williama Pye. Dzieło, w zamyśle twórców, dobrze reprezentuje mistrzostwa Wimbledonu i stanie się ich kolejnym symbolem.