Za pierwszy w karierze półfinał turnieju I kategorii polska tenisistka zapłaciła prawie trzema godzinami biegania, odparzonymi stopami i sporym zmęczeniem. Wygrała 6:4, 6:7 (1-7), 6:4.
Dominika Cibulkova grała chyba turniej życia. Nastolatka z Bratysławy, 45. na świecie, kolejno pokonała Lucię Safarovą (39.), Patty Schnyder (12.) i Venus Williams (7.). Przypomniała starszym miłośnikom tenisa, że kiedyś po kortach biegała podobna do niej z postury i stylu gry Amanda Coetzer z Afryki Południowej i potrafiła zamęczyć niejedną silniejszą rywalkę. To porównanie jest oczywiście na razie na wyrost, Coetzer była 3. na świecie i wygrała dziewięć turniejów WTA. Łączą je jednak niski wzrost, szybkie nogi, kondycja i wyjątkowy upór.
Agnieszka musiała wytrzymać kilkadziesiąt długich wymian, ból, jaki sprawiały pęcherze, i porywy chłodnego wiatru. Ciężko zapracowała na ten sukces. Słowaczka prowadziła w każdym secie i w każdym była doganiana przez Polkę. W drugim ta pogoń oznaczała cztery wygrane gemy od stanu 1:5, ale tie-break wypadł na kryzys tenisistki z Krakowa. W pierwszym i trzecim secie zaczynało się od 1:3, a potem Radwańska wykorzystywała wszystkie umiejętności, nie wyłączając serii skrótów i lobów, by złamać opór Dominiki. Cierpiały obie – gdy jednej opatrywano stopy, druga kazała sobie masować zmęczony kręgosłup.
Agnieszka zdobyła już w Katarze 210 punktów rankingowych - w czwartek podawano, że 195, ale WTA zrobiła korektę. Tylko za jeden turniej w karierze Radwańska dostała więcej: 250 za styczniowy ćwierćfinał Australian Open. Polka w poniedziałek zapewne znów pójdzie w górę rankingu, bo wyprzedzająca ją Sybille Bammer przegrała ćwierćfinał z Wierą Zwonariową.
Mecz Agnieszki z Szarapową już został nazywany rewanżem za US Open 2007. O optymizm niełatwo, choć bilans 1-1 wygląda dumnie. Rosjanka rozniosła w piątek Caroline Wozniacki 6:0, 6:1. W sobotę zagrają najpierw Zwonariowa i Chinka Na Li. Szarapowa i Agnieszka wyjdą na kort centralny po nich, na pewno nie przed 16 polskiego czasu. Transmisja w Eurosporcie.