RZ: Czy kontuzja ręki to poważny problem?
Agnieszka Radwańska:
Bardzo poważny. Przy każdym posiłku biorę leki przeciwbólowe, ale ból wciąż jest ostry. Zagrałam z opatrunkiem, rękę miałam tak ściśniętą, że chyba mocniej się nie dało. W grze z głębi kortu jakoś dawałam sobie radę, starałam się nie wstrzymywać ręki przy uderzeniu, ale przy woleju, gdy rakietę trzeba chwycić mocniej, ból bardzo przeszkadzał.
Janković też nie była w pełni sił...
Tak, i to było widać. Ten mecz toczył się w trochę wolniejszym tempie, po pierwsze dlatego, że obie nie jesteśmy w pełni zdrowe, a po drugie – to jednak kort ziemny, a piłki są bardzo ciężkie.
W kluczowym momencie drugiego seta Janković zagrała skrót, bo pękł naciąg w jej rakiecie, a pani tego nie wykorzystała...
Pamiętam tę piłkę, choć przy stanie 6:5 prawie wszystkie są kluczowe. Właśnie wtedy powinnam mocniej trzymać rakietę, a nie mogłam. Ręka boli nawet jak myję zęby – a ostatnio zmieniłam szczoteczkę na bardziej miękką – i jak otwieram drzwi. Przy każdym ruchu. Ale chciałabym wszystkich uspokoić: to nie jest najgroźniejsza kontuzja w mojej karierze, kiedyś miałam poważniejsze problemy z wiązadłami kolanowymi.
Jakie plany na najbliższe dni?
Na razie odpoczynek od tenisa w Krakowie, a potem zobaczymy, czy ból minie. Przed Wimbledonem zagram w Birmingham, bo to mój obowiązkowy turniej, ale oczywiście tylko w singlu. Wyjeżdża pani z Paryża z żalem czy z satysfakcją?
Trudno jednoznacznie to określić. Oczywiście cieszy każdy wygrany mecz w turnieju wielkoszlemowym, a tu zdobyłam sporo punktów, ale gdybym była zdrowa, mogło być jeszcze lepiej. Nie twierdzę, że wygrałabym z Janković, bo to znakomita zawodniczka, lecz kto wie, co by się stało.
rozmawiał w Paryżu Mirosław Żukowski