Rz: Czy Agnieszkę Radwańską dopadł nagły kryzys formy? Przegrała w Chinach w pierwszej rundzie singla, przegrała w deblu...
Robert Radwański: A ja nie biłbym na alarm. Takie tony są niepotrzebne. Jedna porażka nie jest niczym groźnym. Co więcej, wypada czasem przegrać, po prostu dlatego, żeby się nie przemęczyć tenisem. Mamy też świadomość, że w Pekinie sprawa udziału w mistrzostwach WTA jeszcze się nie rozstrzygnie.
Żeby było jasne – Agnieszka jest zdrowa i pełna ochoty do gry o miejsce w najlepszej ósemce świata?
Jest zdrowa, nie ma powodu do niepokoju. Skoro mamy szansę wystąpić w Dausze, to gra jest warta świeczki. Moja córka przegrała z Jie Zheng, bo pechowo jest trafić w pierwszej rundzie na mocną reprezentantkę gospodarzy. Poza tym było bardzo zimno, mecz odbywał się w temperaturze 8 stopni Celsjusza. Trudno było usiedzieć na trybunach. Mówi się czasem o krótkiej niedyspozycji i to był taki dzień. Czwartkowy mecz deblowy zagrała już lepiej, obie walczyły, nie wykorzystały z Giselą Dulko kilku szans i przegrały z Chinkami wyrównane spotkanie.
Gdzie rozstrzygnie się bój o trzy pozostałe miejsca w Masters?