Rz: Do tej pory grała pani z Kvitovą trzy razy i trzy razy przegrała, a teraz zwycięstwo przyszło dość łatwo...
Agnieszka radwańska: Nie sądziłam, że tak wiele razy zdołam ją przełamać. Ona przecież słynie z mocnego serwisu i to lewą ręką. To jej największa broń. Ale tym razem serwowała nieco słabiej, a ja potrafiłam to wykorzystać i być może to właśnie był klucz do sukcesu. Pierwszy mecz w takim turnieju jest zawsze bardzo ważny.
Nawierzchnia w Stambule jest specyficzna, zupełnie inna niż te, na jakich gracie w trakcie sezonu. Polubiła ją pani?
Trzeba się do niej przyzwyczaić, gra się na niej ciężko. Trudno o asa albo kończąca piłkę. Ale przyjechałam tu dość wcześnie, miałam dużo czasu na przygotowania i to chyba przyniosło efekt.
Kiedy wygrywała pani 4-1 w drugim secie, to przypomniał się mecz z zeszłego roku, prowadzenie 5-1 i porażka?
Nie można tak myśleć, bo w wielu meczach prowadziłam i przegrałam. Albo na odwrót, przegrywałam i zdołałam zwyciężyć. Mecz meczowi nierówny. W każdym pisze się nową historię. Ale zdawałam sobie sprawę, że przegranie własnego serwisu może oznaczać kłopoty, więc mocno przykładałam się do podania. Zagrałam na dobrym poziomie od początku do końca i jestem zadowolona. Podchodzę jednak do tego spokojnie, bo w Masters wszystko może wywrócić się do góry nogami ostatniego dnia.
Dziś mecz z Marią Szarapową. Czego się pani spodziewa?
Ostatnio grałyśmy w marcu w finale w Miami. Sama jestem ciekawa, jak to może wyglądać teraz.
—rozmawiał w Stambule Michał Gąsiorowski, Polskie Radio Program 3