Jeśli nie teraz, to kiedy, mógł sobie powiedzieć Żurek przed startem na 500 m. Kilka dni temu na dystansie dwa razy dłuższym był czwarty, zabrakło mu 0,07 s, czyli przegrał medal o jakieś pół długości łyżwy, a przecież sam przyznaje, że jest w szczytowej formie fizycznej i psychicznej.
Pewność siebie dały mu świetne starty w Pucharze Świata w tym sezonie i drugie miejsce w klasyfikacji generalnej na obu sprinterskich dystansach za rewelacyjnym Amerykaninem Jordanem Stolzem. Na mistrzostwach Europy w Tomaszowie Mazowieckim dołożył jeszcze dwa złote medale. Tuż przed igrzyskami olimpijskimi dwa razy pokonał Stolza w Pucharze Świata w Inzell, a teraz, po starcie w Mediolanie i świetnym biegu, chociaż zakończonym trochę pechowo, nabrał – jak sam mówił – jeszcze większej wiary we własne umiejętności.
Damian Żurek bez olimpijskiego medalu. Tym razem zabrakło 0,09 sekundy
Polak przez ostatnie cztery lata przygotowywał się do tych dwóch biegów w igrzyskach olimpijskich. W 2022 r. nie miał szans na dobry wynik w Pekinie, do którego dotarł z opóźnieniem przez pozytywny wynik testu na koronawirusa. Na starcie stanął niemal z marszu, bez zapoznania się z lodem i praktycznie bez aklimatyzacji. Teraz miał czas, żeby poznać tor, który porównywał do tego z Tomaszowa Mazowieckiego.
Czytaj więcej
Igrzyska traktuję jak każde inne zawody – mówi „Rzeczpospolitej” Damian Żurek, który w Mediolanie...
W ostatnich dniach nie musiał nawet trenować, postawił na regenerację i odzyskanie świeżości, żeby w sobotę mieć jak najwięcej energii. Biegł w 14. parze z Holendrem Sebasem Dinizem. Chwilę wcześniej wystartowali dwaj jego najwięksi rywale: Amerykanin Jordan Stolz i Holender Jenning De Boo.